statystyki

Nie każda decyzja ma charakter ekonomiczny? Ideologia także ma swoją cenę

autor: Sebastian Stodolak30.06.2018, 18:55; Aktualizacja: 30.06.2018, 19:41
Wprowadzona w 2015 r. kampania Starbucksa „Race Together” okazała się marketingowym niewypałem. Na zdjęciu ówczesny szef firmy Howard Schultz

Wprowadzona w 2015 r. kampania Starbucksa „Race Together” okazała się marketingowym niewypałem. Na zdjęciu ówczesny szef firmy Howard Schultzźródło: Bloomberg
autor zdjęcia: Andrew Harrer

Jedni lewicowe, inni prawicowe. Zdarza się, że przedsiębiorcy promują nie tylko swoje produkty, lecz także swoje poglądy. Ideologia w biznesie ma jednak swoją cenę.

Pozornie nie jest istotne, jaki świadopogląd wyznaje właściciel firmy produkującej, powiedzmy, pastę do zębów. Cóż jego klientów obchodzi, czy jest weganinem, buddystą, katolikiem, zwolennikiem socjaldemokracji albo czy bierze udział w marszach ONR-u? Na rynku chodzi przecież wyłącznie o dostarczenie klientom zadowalających ich produktów, prawda? Otóż, nie do końca. Bywa, że przedsiębiorcy – także ci najwięksi – z jakiejś przyczyny czują potrzebę nawracania innych na ich zdaniem jedynie słuszne poglądy. Jednym z najczęstszych na to sposobów jest systemowa dyskryminacja grup o poglądach przeciwnych. Nie handlują z nimi, nie zatrudniają ich, nie kierują do nich swoich reklam. Innym sposobem jest aktywna promocja swoich przekonań. Dotują think-tanki, kampanie społeczne, NGO-sy.

Czy naprawdę w biznesie jest miejsce dla takich krzyżowców? I czy klienci w pakiecie z pastą do zębów, gumą do żucia i środkami na potencję, a pracownicy w pakiecie z umową o pracę, powinni otrzymywać dawkę ideologicznej indoktrynacji? To ważne pytanie. Przypadków ideologizowania biznesu jest sporo.

Nie podoba się? Sprzedaj akcje!

– Nie każda decyzja ma charakter ekonomiczny – tłumaczył w 2013 r. udziałowcom sieci Starbucks jej ówczesny prezes Howard Schultz, gdy ci wyrazili rozczarowanie wynikami finansowymi firmy. Uznali, że są one ceną za otwarte poparcie, którego Starbucks udzielił propozycji zalegalizowania w stanie Waszyngton małżeństw homoseksualnych. Wyraźne stanowisko w tej sprawie przełożyło się na bojkot ze strony konserwatywnych kawoszy i gorsze od oczekiwanych wyniki sprzedaży. – Pomijając fakt, że zwrot, jaki Starbucks przynosi udziałowcom, to wciąż aż 38 proc., musimy wziąć pod uwagę, że pracuje u nas 200 tys. osób. Musimy patrzeć na firmę przez pryzmat ludzi, zaakceptować różnorodność. Jeśli ktoś uważa, że jakaś inna firma da mu zwrot wyższy niż 38 proc., niech śmiało sprzeda akcje Starbucksa i kupi nowe – zachęcał menedżer. Środowisko konserwatywne odebrało to jednoznacznie: nie chcemy was u nas!

Podobnie wrogi konserwatystom jest koncern Apple. W przeciwieństwie do swojego poprzednika, Steve'a Jobsa, którego jedyną ideologią był perfekcyjny design iPhone'a, obecny prezes Tim Cook również aktywnie wspiera środowiska homoseksualne w walce o ich prawa. O swoje także – sam bowiem jest homoseksualistą. Cały biznes, zdaniem Cooka, powinien być oparty na równości, nieważne czy chodzi o orientację seksualną, płeć czy wyznanie. – W Apple chcemy ubogacić życie naszych klientów i robić biznes, który jest po prostu fair – napisał Cook w 2016 r. we wstępniaku dla dziennika „The Washington Post”. Dlatego właśnie Apple na zewnątrz angażuje się w kampanie społeczne promujące równość, starając się wpływać na społeczeństwo, a wewnątrz, w samej firmie – w ślad zresztą za zdecydowaną większością firm z listy 500 największych przedsiębiorstw w USA – stosuje polityki antydyskryminacyjne. W USA praktyce w wielu firmach pracownicy w miejscu pracy muszą być po prostu obyczajowymi liberałami. A jeśli nie są? Wówczas – a to właśnie przejaw owej systemowej dyskryminacji mającej promować określone wartości – ryzykują zwolnienie. W styczniu tego roku były pracownik Google, James Damore, pozwał koncern za dyskryminację „białych, konserwatywnych mężczyzn”. Koncern zwolnił go po tym, gdy ten opublikował 10-stronicową notatkę, w której skrytykował pracodawców za politykę „różnorodności”, która nie zwraca uwagi na naturalne predyspozycje mężczyzn i kobiet do zawodu programisty. W pozwie zaś sprecyzował, że „pracownicy Google, którzy wyrażają poglądy inne niż większość, są wykluczani, źle traktowani, a w końcu zwalniani z firmy”.

Niektórzy dostrzegają lewicowe sympatie Google nawet w algorytmach jego wyszukiwarki. Portal CanIRank.com przeanalizował wyniki googlowania gorących politycznie tematów (od aborcji po dostęp do broni). Okazało się, że istnieje ok. 40 proc. większa szansa na to, że główne wyniki będą w przekazie raczej lewicowe niż prawicowe, a aż 16 proc. z testowanych haseł na pierwszej stronie wyników nie zawiera prawicowych stron w ogóle.

Podobną dyskryminację zarzucają środowiska konserwatywne Markowi Zuckerbergowi, szefowi Facebooka. Tu sprawa dotyczy rzekomego cenzurowania bądź ograniczania widoczności publikowanych na FB prawoskrętnych treści. Sam Zuckerberg zapewnia jednak, że stara się zapewniać na swojej platformie pluralizm i nawet mowy nienawiści nie chciałby zwalczać zbyt radykalnymi środkami, ponieważ – jak zwraca uwagę w wywiadzie dla portalu Recode.com – Facebook działa na całym świecie, a różne społeczności mają różne standardy zachowania i nie można wszystkim narzucać jednakich. – Chciałbym, żeby polityka Facebooka precyzyjniej te standardy odzwierciedlała, ale jeszcze nie wymyśliłem, jak – przyznał Zuckerberg. Twierdzi, że twardą ręką zwalcza wyłącznie promocję terroryzmu.

Konserwatyści, zwłaszcza amerykańscy, nie wierzą w intencje Zuckerberga. Peter Schweizer, dokumentalista znany m.in. z reportażu o finansach małżeństwa Clintonów, przygotowuje film, w którym główne role czarnych charakterów promujących poprawność polityczną powierza właśnie Facebookowi i Google.

Cytat z Biblii do śniadania

Istnieją jednak także firmy przyjazne znacznie bardziej prawicy niż lewicy. Prawicowi bywają gastronomowie serwujący kanapki z kurczakiem. Na przykład jedna z głównych sieci fastfoodowych Ameryki, Chick-fil-A, szczyci się tym, że decyzje biznesowe podejmuje w oparciu o zasady religii i dlatego np. zamyka swoje punkty w niedziele. Jej szefowie otwarcie mówią też w mediach o przywiązaniu do tradycyjnych wartości i modelu rodziny. Tradycja jest ważna także dla linii lotniczej Alaska Airlines, której menedżerowie do posiłków pokładowych dorzucają karteczkę z cytatami ze Starego Testamentu, albo dla sieci hoteli Marriott, która w 2011 r. ogłosiła, że zaprzestanie oferowania dostępu do kanałów dla dorosłych w swoich pokojach.


Pozostało jeszcze 60% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny

Polecane

Komentarze (1)

  • prawnik(2018-07-01 08:29) Zgłoś naruszenie 01

    Ideologia w Polsce kosztuje ok 25 mld zł rocznie na 500+. A może to nie ideologia, tylko pragmatyzm? Kupienie głosów za pożyczone w światowych bankach pieniądze. I obliczanie, że spłata i bankructwo Polski wypadnie nie za kadencji pożyczających. Takie myślenie: a po nas choćby potop. Że przez 1000 lat będą wspominać w podręcznikach w towarzystwie Bolesława Rogatki, Konrada Mazowieckiego, posła Sicińskiego z Upity? Nic nie szkodzi! Dziś jest bal!

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane