Nie wydaje mi się, aby stworzenie listy miało istotny wpływ na decyzje inwestycyjne inwestorów profesjonalnych. Większy wpływ może mieć na decyzje inwestorów indywidualnych - mówi GP Marek Mikuć, wiceprezes zarządu i dyrektor inwestycyjny TFI Allianz Polska.

- Chociaż płynność sama w sobie ma wpływ na decyzje inwestycyjne, nie sądzę, aby wprowadzenie na listę miało wpływ w naszym przypadku - dodaje Błażej Bohdziewicz, zarządzający w BZ WBK AIB TFI.

Problemy pojawią się, jeśli tego typu spółki dotkną konsekwencje związane z wciągnięciem na listę. GPW może oznaczyć akcje w sposób szczególny, usunąć je z portfela indeksów giełdowych lub przenieść na rynek z notowaniami jednolitymi. Najgorsza dla spółki będzie ostatnia z możliwych konsekwencji. Na oznaczenie fundusze nie zareagują, bo ryzyko płynności jest jednym z podstawowych, jakie rozpatrują kupując akcje.

- W naszym przypadku wpływ może mieć wycofanie z notowań ciągłych, ewentualnie wycofanie z indeksów, a oznaczenie w ogóle nie ma znaczenia - mówi specjalista BZ WBK AIB TFI.

Wiceprezes TFI Allianz wskazuje, że wycofanie spółki z indeksu może pociągnąć za sobą decyzje o sprzedaży akcji w tym funduszu, dla którego benchmarkiem (punktem odniesienia do oceny wyników) jest wybrany indeks.

Firmy, którym grozi wciągnięcie na listę, liczą, że Giełda jeszcze zmieni uchwałę, tak aby niska płynność nie skazywała spółek dobrych na pojawienie się na liście obok spółek w upadłości.

- Mieszanie spółek mało płynnych, ale o dobrych fundamentach i skupionym akcjonariacie, razem ze spółkami w upadłości jest bez sensu. To może być działanie krzywdzące. Trudno zmierzyć wpływ listy na inwestorów, ale przy dekoniunkturze może działać na niekorzyść - mówi zarządzających w jednym z krajowych TFI.

Prezes GPW Ludwik Sobolewski na łamach piątkowej GP podkreślał jednak, że nie widzi potrzeby doprecyzowania uchwały.

MAŁGORZATA KWIATKOWSKA

malgorzata.kwiatkowska@infor.pl

OPINIA

WIESŁAW ROZŁUCKI

były prezes GPW

Istnieje potrzeba stworzenia takiej listy. Zwrócenie uwagi na spółki w upadłości oraz te, które splitami celowo sprowadzają ceny akcji do kilku groszy, to jak najlepszy kierunek. Zastanawiałbym się jednak nad kryteriami niskiej płynności. Dane o płynności są powszechnie znane, a inwestorzy instytucjonalni w zasadzie unikają takich spółek. Jeśli decydują się na wejście do akcjonariatu, to w pełni świadomi ryzyka. U każdego inwestora, również instytucjonalnego, dużą rolę grają czynniki emocjonalne. Jeśli spółka znajdzie się na liście, której odbiór może być raczej negatywny, na pewno wpłynie to na jej wycenę. Dla spółek w upadłości lub celowo doprowadzających ceny akcji do kilku groszy lista będzie właściwym miejscem. W przypadku innych może wywołać negatywne emocje, zniechęcać do inwestycji i powodować spadek ceny akcji. Dlatego rozważyłbym obniżenie kryterium minimalnej płynności na przykład do spółek, których akcje w długim okresie nie są przedmiotem transakcji.