Ważą się losy mieszkańców rolniczej gminy Baranów w woj. mazowieckim. Już wkrótce mogą być zmuszeni do opuszczenia swoich domów. Na to miejsce wjadą buldożery, a pełną parą ruszy budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK).

To flagowy projekt PiS, który będzie też największym takim przedsięwzięciem w historii. Bo lotnisko to jedno, a towarzysząca mu infrastruktura kolejowa i drogowa, która ma uczynić CPK hubem transportowym w tej części Europy, to drugie.

Głos mieszkańców...

Projektowi o takiej skali od samego początku towarzyszą kontrowersje. Krytykowany jest nie tylko sam cel i pomysł budowy CPK, ale też brak dialogu z mieszkańcami terenów, które miałyby zostać zajęte pod terminale i łączące je drogi. A w sumie mowa tu o ponad 3 tys. ha.

W zeszłym tygodniu rada gminy Baranów – gdzie inwestycja ma powstać – postanowiła spytać mieszkańców, co myślą o tym pomyśle. Referendum w sprawie zgody na CPK i przedstawione przez rządzących warunki rozliczeń za przejęte pod inwestycje nieruchomości miałoby się odbyć 17 czerwca. Uchwałę poparli wszyscy radni.

– Referendum to odpowiedź na niekorzystne dla mieszkańców zapisy w projekcie specustawy w sprawie CPK – mówi wójt Andrzej Kolek. I dodaje, że ludzie wciąż nie znają odpowiedzi na podstawowe pytania, czyli gdzie konkretnie będzie realizowana inwestycja i jak zostanie to zrekompensowane.

Przypomnijmy, że specustawa nie weszła jeszcze pod obrady Stałego Komitetu Rady Ministrów. Mikołaj Wild, wiceminister infrastruktury i pełnomocnik rządu ds. budowy CPK, zapewnia jednak, że zostanie uchwalona jeszcze w I kwartale tego roku.

Projekt specustawy zakłada, że decyzja lokalizacyjna dla CPK zastępowałaby rozstrzygnięcia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Innymi słowy, można by rozpocząć budowę wbrew ustaleniom miejscowego PZP.

...bez znaczenia?

Część ekspertów przekonuje, że wysiłek i zaangażowanie radnych Baranowa są z góry skazane na porażkę. Lokalna inicjatywa jest bowiem zupełnie bezprzedmiotowa, a wynik referendum bez znaczenia.

Skąd taki wniosek? Jak wyjaśnia Bartosz Piechota, adwokat i partner w kancelarii RöHRENSCHEF, z ustawy o referendum lokalnym (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 400) wynika, że może być ono stosowane wyłącznie do spraw zastrzeżonych dla danej gminy. – Tymczasem budowa CPK wykracza poza wyłączne zadania samorządu gminnego, ponieważ lotnisko jest przewidziane w wojewódzkim planie zagospodarowania przestrzennego – tłumaczy.

Również Maciej Kiełbus, prawnik z kancelarii Ziemski & Partners, uważa, że inwestycja w CPK, choćby z racji skali i uzasadnienia strategicznego, wykracza poza kompetencje jednej gminy. – W końcu każda inwestycja ogólnokrajowa, jak np. autostrada, musi przebiegać przez teren samorządu. Trudno byłoby jednak uznać, że ma ona charakter lokalny tylko z tego powodu – wskazuje. I wymienia, że podobnie ma się sprawa ze wszystkimi inwestycjami o bardziej strategicznym zasięgu, np. elektrowniami czy wałami przeciwpowodziowymi.

Bartosz Piechota podkreśla też, że na przeszkodzie do uznania referendum za prawnie wiążące stoją także procedury dotyczące zagospodarowania przestrzennego. Ono też bowiem nie jest wyłącznym zadaniem gminy, bo planowanie przestrzenne musi być ustalane z innymi instytucjami, choćby na szczeblu wojewódzkim.

Za tą argumentacją przemawia też m.in. wyrok NSA z 20 września 2016 r. (sygn. akt II OSK 1709/16), w którym sąd podważył uchwałę dotyczącą referendum lokalizacyjnego w analogicznej sprawie jak w Baranowie.

Z wyroku wynika, że „wniosek o przeprowadzenie referendum, którego ewentualny rozstrzygający wynik zobowiązywałby organy gminy do przyjęcia w planie miejscowym określonych ustaleń, prowadzi do rozstrzygnięć sprzecznych z prawem” – czytamy w uzasadnieniu.

Nie koniec walki

Wszystko to, zdaniem ekspertów, prowadzi do konkluzji, że przyjęta przez gminę Baranów uchwała jest de facto niezgodna z prawem. A w takim wypadku powinna być uchylona.

I niewykluczone, że tak się stanie, przez co mieszkańcy nie będą mieli w ogóle szans wrzucić swoich głosów do urn.

Andrzej Kolek, wójt Baranowa, nie kryje, że taki scenariusz jest jak najbardziej możliwy. Wtedy jedną z opcji będzie zaskarżenie decyzji wojewody do sądu. A to do czasu uprawomocnienia wyroku przedłuży postępowanie i de facto uniemożliwi budowę CPK.

Czy są wtedy szanse na wygraną? Zdaniem prof. Huberta Izdebskiego z SWPS w Warszawie nie można wykluczyć powodzenia. – Orzecznictwo nie jest jednoznaczne, ponieważ trudno odmówić gminie, że jednak ma ona pewne władztwo planistyczne na swoim terenie, i to nawet w przypadku inwestycji o ponadlokalnym charakterze. Bo czy można całkowicie pozbawić mieszkańców wpływu na własną przestrzeń? – pyta retorycznie.

Agata Dąmbska z Forum Od-nowa przekonuje z kolei, że chociaż wynik referendum nie będzie dla władzy centralnej wiążący, to już głos mieszkańców może przysporzyć rządzącym kłopotów. Zwłaszcza jeżeli będzie to głos krytyczny, a frekwencja będzie duża. – Dla obecnej ekipy może to być patowa sytuacja. W końcu będzie to krytyczny głos suwerena, który trudno będzie zignorować – mówi.

Dodaje, że wynik referendum byłby też czytelnym sygnałem dla władz lokalnych, że mieszkańcy stoją za nią murem i poprą radykalniejsze działania, by zahamować budowę CPK.

Jak mogłyby więc wyglądać następne ruchy samorządu? Maciej Kiełbus i Hubert Izdebski podkreślają, że fiasko referendum nie ogranicza jeszcze gminie prawnej polemiki z rządem. Ta może bowiem sięgnąć po najsilniejszy dostępny jej oręż, czyli złożyć wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności specustawy w sprawie CPK z ustawą zasadniczą.

A ostatecznie, jak podkreśla prof. Izdebski, gdy i to nie zadziała, gmina może też dochodzić swoich racji przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.