Niemal 20 giełdowych spółek kontrolowanych pośrednio i bezpośrednio przez Skarb Państwa w ubiegłym roku zapłaciło swoim zarządom 167 mln zł – wynika z podsumowania DGP na bazie raportów rocznych firm. To kwota o niemal 5 proc. większa niż rok wcześniej.

Ale przecież jest kominówka

W większości firm wydatki na wynagrodzenia dla zarządów faktycznie spadły. Zwyżki miały miejsce w dwóch najlepiej płacących firmach – Alior Banku i Banku Pekao. W obu najwięcej do powiedzenia ma państwowy Powszechny Zakład Ubezpieczeń. Statut Alioru został już dostosowany do wymogów ustawy. Przewiduje ona ograniczenie płac dla zarządów do maksymalnie 15-krotności średniej płacy w sektorze przedsiębiorstw, czyli obecnie 72 tys. zł miesięcznie (drugie tyle można dostać w postaci premii). Ograniczenia dotyczą również rad nadzorczych.

Wzrost wynagrodzeń był w Aliorze związany z dużymi nagrodami dla zarządu w związku ze sfinalizowaniem w końcu 2016 r. przejęcia Banku BPH. W Pekao zmian w statucie jeszcze nie było (PZU tłumaczyło, że zgodnie z ustawą o ochronie konkurencji nie sprawuje kontroli nad tym bankiem). Dodatkowo po odkupieniu przez PZU i Polski Fundusz Rozwoju kontrolnego pakietu Pekao od włoskiego UniCredit dokonana została wymiana niemal wszystkich członków zarządu. Części usuniętych menedżerów wypłacono odprawy.

Janina Goss, PGE i BOŚ: 183 tys. zł za 2017 r.

Janina Goss, PGE i BOŚ: 183 tys. zł za 2017 r.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Mocniej – bo o ponad 8 proc. – zwiększyły się raportowane przez giełdowe spółki pod kontrolą Skarbu Państwa wynagrodzenia członków rad nadzorczych. Wyniosły niemal 15,4 mln zł. W tej pozycji spadek kosztów miał miejsce tylko w trzech firmach – Orlenie, Tauronie i Banku Ochrony Środowiska.

Przedstawiciele załogi na czele

Którzy z członków rad zarabiają najwięcej? Ze sprawozdań spółek wynika, że najczęściej są to... reprezentanci załogi. Więcej niż połowa z pierwszej dziesiątki najlepiej zarabiających członków rad państwowych spółek to właśnie przedstawiciele pracowników. Tak jest w przypadku Bogusława Szarka czy Leszka Hajdackiego z KGHM, czy też Krzysztofa Czarnoty z PKP Cargo, czy zmarłego pod koniec listopada minionego roku Marka Podskalnego, innego członka nadzoru kolejowej firmy. Wyższe uposażenia niż „zwykłych” członków rad biorą się stąd, że przedstawiciele załogi pobierają również zwykłe pensje. Szarek – lider zestawienia – zarobił w 2017 r. w KGHM 422 tys. zł brutto. Z tego 168 tys. to wynagrodzenie członka rady. Reszta: krótkoterminowe świadczenia pracownicze (w porównaniu z 2016 r. były o jedną czwartą wyższe).

W efekcie najwyżej wynagradzani członkowie rad – przedstawiciele załogi – mogą liczyć na kwoty, jakie dostają najlepiej uposażeni członkowie rad banków komercyjnych. Przykładowo Józef Wancer uzyskał w minionym roku z tytułu zasiadania w radzie Banku BGŻ BNP Paribas 600 tys. zł. Kilka lat temu Wancer był prezesem tego banku. Z kolei Andrzej Olechowski, członek rady Banku Handlowego, zarabia tam 400 tys. rocznie. Leszek Czarnecki, jeden z najbardziej znanych inwestorów giełdowych, w kilku swoich spółkach finansowych zarobił jako członek rady 1,5 mln zł. Ale on de facto kontroluje ich działalność.

Potem eksperci i znajomi

Piąte miejsce wśród najlepiej zarabiających członków rad państwowych firm (z wynikiem 272 tys. zł) zajął w minionym roku Piotr Sadownik, szef tego organu w PKO BP i członek nadzoru Banku Ochrony Środowiska. Jak podaje ta pierwsza instytucja, „obecnie jest partnerem odpowiedzialnym za departamenty sporów sądowych i arbitrażu, projektów infrastrukturalnych i prawa publicznego oraz prawa własności intelektualnej w warszawskim biurze kancelarii prawnej Gide Loyrette Nouel.

Na ósmym miejscu znalazł się Alojzy Nowak, dziekan Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, który 207 tys. zł zarobił dzięki pracy w radach PZU i Jastrzębskiej Spółki Węglowej. W obu znalazł się w 2012 r. Dwa dni temu wszedł do rady nadzorczej prywatnego Banku Millennium.

Bogusław Szarek, KGHM: 422 tys. zł za 2017 r.

Bogusław Szarek, KGHM: 422 tys. zł za 2017 r.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Dziesiąte miejsce zajęła Janina Goss, bliska znajoma Jarosława Kaczyńskiego, prezesa Prawa i Sprawiedliwości. W radach Polskiej Grupy Energetycznej i BOŚ zarobiła w minionym roku 183 tys. zł.

Na 60 osób, które zasiadały w 2017 r. w spółkach Skarbu Państwa i zarobiły w nich co najmniej 100 tys., tylko w 11 przypadkach te dochody były mniejsze niż rok wcześniej. Dominujący wzrost nie był jednak efektem rozrzutności firm, ale raczej obrotności zainteresowanych – co np. skutkowało wejściem do nadzoru kolejnej spółki. Albo tego, że w 2016 r. dzisiejsi członkowie rad nie pobierali wynagrodzenia przez pełne 12 miesięcy.

Po wyborach wygranych przez PiS w listopadzie 2015 r. wymiana kadr rozkręcała się stopniowo. Niewykluczone, że zarobki części tych ludzi w radach w tym roku będą mniejsze – państwowy właściciel często decyduje się bowiem na zmiany również w trakcie jednej kadencji parlamentu. Na ogólną kwotę wydatków spółek na rady te zmiany nie mają większego wpływu.

72 tys. zł na miesiąc i drugie tyle premii – to ograniczenia ustawy kominowej

Kadrowy impas w KGHM z problemami w tle

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Polskiej Miedzi rozpoczęło wczoraj obrady i podobnie jak 15 marca przegłosowało przerwę – tym razem do 13 kwietnia. A to oznacza, że akcjonariusze nie są w stanie porozumieć się w sprawie składu najwyższych władz spółki. Wczoraj plan obrad zakładał zmiany w składzie rady nadzorczej. – Po to, by mieć pewność, że prezes i wiceprezes koncernu zostaną właściwie wybrani – mówią nasi dolnośląscy rozmówcy. Również wczoraj zakończono przyjmowanie zgłoszeń konkursowych na następców odwołanych 10 marca prezesa Radosława Domagalskiego-Łabędzkiego i wiceprezesa Michała Jeziorę. Rozmowy z kandydatami zaplanowano na 3 i 4 kwietnia.

Pojawiły się plotki, że w konkursie wystartuje Marcin Chludziński, szef ARP. Ustaliliśmy jednak, że nie złożył wymaganych dokumentów. Jak już pisaliśmy, jednym z faworytów jest Miłosz Stanisławski zasiadający w radzie nadzorczej Polskiej Grupy Górniczej. Do poniedziałku był również radnym warszawskiego Targówka z ramienia PiS, ale złożył mandat. Było to konieczne – jednym z wymogów konkursu jest brak przynależności do partii politycznej.

– Co do tego, że to PiS wybierze prezesa, nie ma żadnych wątpliwości. Pytanie, czyimi rękoma i kogo – mówi nasz rozmówca zbliżony do spółki. Nie jest pewne, że zaplanowane rozmowy z kandydatami do zarządu odbędą się po świętach. Z naszych informacji wynika, że może dojść do unieważnienia konkursu. Część rady nadzorczej kombinatu nie chce słyszeć o wyborze Stanisławskiego na prezesa. Inni woleliby głosować na wiceprezesa i p.o. prezesa Rafała Pawełczaka. Twierdzą, że „człowiek z wewnątrz” nie musiałby się od nowa uczyć firmy, która ma sporo problemów do pilnego rozwiązania (m.in. opisywane przez nas kłopoty z przekroczeniami norm arsenu czy z rozruchem największego na świecie pieca zawiesinowego w Hucie Miedzi Głogów). W spółce trwa audyt zewnętrzny, który zlecił odwołany prezes Domagalski-Łabędzki. – Dotyczy oceny Programu Modernizacji Pirometalurgii w zakresie projektowo-finansowym za lata 2008–16. W fazie formalnego przygotowania jest też ekspertyza techniczno-technologiczna. Audyt i opracowanie ekspertyzy będą kontynuowane – zapewniła nas Justyna Mosoń, rzeczniczka KGHM. ⒸⓅ

PKP Cargo ma nowego szefa

Prezesem największego polskiego przewoźnika towarowego na torach – PKP Cargo – jest od poniedziałku wieczorem Czesław Warsewicz. W latach 2006–2009 był szefem spółki PKP Intercity. To za jego prezesury przewoźnik zaczął szukać w przetargu dostawców szybkich pociągów Pendolino, które potem były krytykowane przez wielu działaczy PiS. Warsewicz zakładał też portal branżowy NaKolei.pl i został prezesem firmy doradczej Blue Ocean Business Consulting, która m.in. organizuje kongresy dotyczące rozwoju infrastruktury kolejowej i lotniczej. Kojarzony jest z posłem PiS i byłym ministrem transportu Jerzym Polaczkiem. Wchodzi w skład Rady Programowej PiS, gdzie przygotowywał pomysły transportowe, głównie w zakresie kolei.

W PKP Cargo Warsewicz zastąpi tymczasowego szefa Krzysztofa Mamińskiego (jest prezesem Grupy PKP). Ten ostatni jesienią zeszłego roku zastąpił zaś Macieja Libiszewskiego, który zrezygnował z funkcji po ogromnych problemach z zapewnieniem terminowych dostaw węgla do elektrowni. Głównym powodem tych kłopotów miała być zbyt mała liczba sprawnych węglarek. Wtedy transport tego paliwa udało się usprawnić. Nowy szef PKP Cargo musi się jednak zmierzyć z innym problemem – powolnego przewozu kruszyw na liczne budowy tras ekspresowych i remontowane linie kolejowe. Firmy budowlane od dłuższego czasu skarżą się na ogromne zatory przy transporcie tego jednego z podstawowych materiałów wykorzystywanych przy realizacji dróg i remontach torów.

Kondycja notowanej na giełdzie spółki pozornie jest niezła, bo kilkanaście dni temu pochwaliła się ona zyskiem netto 82 mln zł (rok wcześniej miała 132 mln zł straty). Mimo to po ogłoszeniu tych wyników akcje spółki runęły do poziomu najniższego od grudnia 2016 r. Analitycy tłumaczyli to o wiele niższymi od zakładanych wynikami spółki w czwartym kwartale 2017 r.

PKP Cargo liczy jednak, że wyniki będą stale poprawiane. Na koniec roku planuje 161 mln zysku netto. Swoich szans upatruje m.in. w przewozie towarów po Nowym Jedwabnym Szlaku, a także w rozkręcających się inwestycjach drogowych i kolejowych.