Lewestam: Paradoks Hawkinga

autor: karolina lewestam18.03.2018, 11:00; Aktualizacja: 18.03.2018, 11:35
Stephen Hawking

Stephen Hawkingźródło: PAP
autor zdjęcia: JAGADEESH NV

Odszedł Stephen Hawking, fizyk. Zastanawiał się, czy czas miał początek i czy będzie miał koniec. Jego czas się skończył – i z tej okazji chciałabym przypomnieć, że w samej Drodze Mlecznej, niewielkim zakątku bezkresnego wszechświata, jest podobno aż 400 mld gwiazd.

Co więcej, Droga Mleczna jest jednak tylko jedną ze 100 tys. galaktyk w supergromadzie Laniakea (to po hawajsku „niezmierzone niebo”). Obok Laniakei wiszą w odwiecznej pustce jeszcze cztery inne supergromady galaktyczne, każda pełna gwiazd jak morze kropli wody. Co jest dalej, trudno nam pojąć. Wokół tych wszystkich gwiazd, niezliczonych gwiazd, pchane spokojną siłą grawitacji krążą planety – duże, małe, skaliste, gazowe, płynne, pełne lodu, ognia lub substancji, o których nie śniło się filozofom. Dni są na nich dłuższe lub krótsze; nad niektórymi wschodzą nocami różne liczby różnych księżyców. Wśród nich podobno jest tyle ziemiopodobnych światów, że na każde ziemskie ziarnko piasku przypada ich sto. To niebywałe – nie, to zwyczajnie niemożliwe – żeby nigdzie, w całym tym bezkresie, w nieskończonej różnorodności warunków, przy nadpodaży czasu, nie pojawił się jakiś niezwykle inteligentny gatunek, który potrafi zbudować statek kosmiczny albo odpowiedzieć na nasz radiowy sygnał. No więc... gdzie Oni są?

Ten problem – sprzeczność między wysokim prawdopodobieństwem istnienia inteligentnych cywilizacji a ich uporczywą niewidocznością – nazywa się, od nazwiska włoskiego noblisty, paradoksem Fermiego. Ta cisza, zwana Wielką Ciszą, jest wyjątkowo irytująca dla nas, Ziemian, którzy mamy przecież na punkcie kosmitów chorobliwą obsesję. Kręcimy o nich filmy i piszemy książki; od pierwszych dni na Błękitnej Planecie wciskamy małym Ziemianom pluszowe zielone ludki. Dlaczego się nie pokazują? Gdzie są? Czy Hawking, znawca kosmosu, myślał tylko o nieożywionym wszechświecie, czy miał dla nas jakąś odpowiedź w sprawie nieziemskiego życia?

Jakżeby inaczej. W 1996 r. w wykładzie o życiu pozaziemskim Hawking przytaczał cały szereg znanych wyjaśnień paradoksu Fermiego. Być może, zastanawiał się, życie wcale nie jest takie prawdopodobne, jak się wydaje, a my jesteśmy wypadkiem wszechświata przy pracy. Być może życie, jako takie, jest prawdopodobne, ale za to inteligencja wcale nie jest ewolucyjnie konieczna – mogą więc istnieć niezliczone planety z dinozauropodobnymi smokami lub wielkimi meduzami, ale niekoniecznie rodzinna planeta pana Spocka. A co, zastanawiał się, jeśli inteligencja na dłuższą metę jest właśnie zabójcza dla przetrwania?

Może tak być. Wśród zafascynowanych paradoksem Fermiego teoretyków życia pozaziemskiego znane jest dziś pojęcie Wielkiego Filtra – ewolucja może być wszędzie z grubsza podobna, ale możliwe, że istnieją stopnie w rozwoju życia, które nieuchronnie owo życie unicestwiają. Niektórzy twierdzą, że takim Wielkim Filtrem jest nagły rozwój technologiczny – żadna cywilizacja po prostu nie jest w stanie dotrwać do momentu, w którym stanie się na tyle potężna, żeby podróżować między galaktykami. Bo jeśli już prawie potrafi zbudować statek kosmiczny dalekiego zasięgu, to pewnie dorobiła się też czegoś w rodzaju bomby atomowej; zapewne wykorzystała do cna zasoby naturalne i pogrążyła swoją planetę w zanieczyszczeniach; pewnie ujarzmiła swoje rodzime mikroby i posiadła broń biologiczną albo stworzyła sztuczną inteligencję o potędze, której sama nie umie się już przeciwstawić. To spektakularne i wrażliwe narzędzia, których bezpieczeństwo wymaga coraz doskonalszej globalnej kooperacji całego inteligentnego gatunku. W pewnym momencie łatwość masowego zniszczenia jest na tyle duża, że wystarczy małe zachwianie i – słowami Hawkinga – „system staje się niestabilny i inteligentne życie się samounicestwia”. Czyżby inteligentni kosmici nas nie odwiedzali, bo zanim udały im się podróże międzygwiezdne, powysadzali się w powietrze? I czyżbyśmy my też się zbliżali do Wielkiego Filtra, skoro Donald Trump chwali się na Twitterze, jak duży jest jego guzik do broni atomowej?

W 1996 r. Hawking mówił o tej teorii, że to scenariusz nieco zbyt pesymistyczny i że cywilizacje mogą mieć nadzieję na rozwój bez samozniszczeń. Ale sam miał w zanadrzu równie pesymistyczny scenariusz innej natury: inteligentni kosmici istnieją, po prostu nas jeszcze nie zauważyli. To dobrze, bo zaawansowanie technologiczne, które pozwoliłoby Obcym się tu stawić, jest równoznaczne z zagrożeniem kolonialnym lub globalnym ludobójstwem Ziemian: „Spotkanie z zaawansowaną cywilizacją byłoby dla nas jak spotkanie Kolumba dla rdzennych Amerykanów. A to nie skończyło się dla nich najlepiej”.


Pozostało jeszcze 62% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Komentarze (3)

  • Yoda(2018-03-18 22:49) Zgłoś naruszenie 01

    Koncowym etapem ewolucji gwiazdy niekoniecznie jest czarna dziura lecz planeta,jak nasza Ziemia,powoli wygasajaca gwiazda w koncowej fazie istnienia.Dowod :wulkany wypluwajace lawe,rowniez te na dnie oceanow,upal w kopalni,cieple zrodla,niezamarzajaca woda w studni,zwykla nora w ziemi czy piwnica.Planeta Wenus jeszcze silnie swieci,podobnie Jowisz,jeszce w stadium gazowym.Wnetrza innych ,zimnych planet tez wg badan astronomicznych tez sa cieplejsze niz ich powierzchnie.Cieplo(energia) wynika ze wspolzaleznosci fizycznych(masa),geometrycznych(powierzchnia/objetosc ,problem upakowania przestrzeni) w kotle chemicznym ...itd.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • prawnik(2018-03-18 19:53) Zgłoś naruszenie 40

    Ile trwamy jako gatunek znający radio? Sto lat. Sto lat z miliardów. Myślę, że życie jest jak błysk. Jak iskra w bezmiarze czasu i przestrzeni. Że galaktyka błyska życiem: gdyby filmować ją kamerą wychwytującą każde życie - z klatkami ustawionymi po sto tysięcy lub milion lat. Tysiące samotnych błysków oddzielone morzem nicości. Próżni. Gasnące, nim zapali się inny najbliższy błysk. Nawet sonda dolatująca do Plutona, widzi nasze Słońce tylko jako małe jasne ziarenko grochu. Najbliższa gwiazda? 3,5 roku lotu z prędkością światła. Lub 10.000 lat z prędkością, z jaką obecnie potrafimy wysyłać satelity. Jeśli nie ********* nowej, innej fizyki, nigdy nie będziemy w stanie dotrzeć do najbliższej planety, na której jest życie.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane