statystyki

Sierant: Nasze małe luzowanie

autor: Artur Sierant08.01.2018, 07:56; Aktualizacja: 08.01.2018, 14:04

To było tak. Zbliżały się święta, więc postanowiliśmy podsumować kończący się rok. Tradycyjnie spotkać się gdzieś na Nowym Mieście, tradycyjnie zjeść śledzia. Wszystko przebiegało, jak chcieliśmy, bardzo tradycyjnie. Do momentu, kiedy zostaliśmy w restauracji sami i trzeba było uregulować rachunek. Że byliśmy ostatnimi gośćmi, to też była tradycja. Nowe pojawiło się przy płaceniu. Kelner oświadczył, że nie przyjmuje kart kredytowych, tylko gotówkę.

Reklama


Szczegółów nie dochodziliśmy. Nieważne, czy było to spowodowane tym, że zepsuł się terminal, czy może komornik zajął rachunki bankowe. Zaczęliśmy szperać po kieszeniach, ale zbyt dużo nie udało się z nich wyciągnąć. Tej jesieni i zimy w wielu miejscach były „awarie terminali”.

Na szczęście działały telefony, wszyscy byliśmy w znakomitych humorach, zapytałem więc kelnera, czy może gra w „World of Warcraft”. Bo mam trochę tokenów z tej gry i mogę mu je przekazać w ramach spłaty zadłużenia. Na razie są wymieniane na gotówkę tylko sklepach z grami komputerowymi. Ale słyszałem, że mają być notowane na internetowej giełdzie tokenów. I powinny być dobrą inwestycją. Kiedy kelner zaczął się wahać („no nie wiem”), mój kolega pochwalił się, że ma boostery do gry „Gorąca randka Blondynki”. Chociaż nie wie, skąd się one znalazły w jego telefonie, bo on w tę grę nigdy nie grał i nie miał z nią nic wspólnego, a zbieżność jego przezwiska z jednym z nicków w tej grze jest zupełnie przypadkowa. Jeszcze inny kolega miał „złoto” z „World of Tanks”. I tak wspólnymi siłami uregulowaliśmy rachunek, przekazując kelnerowi: tokeny, boostery, ikony przywoławcze oraz kule z łupami (looty).

Minął rok. Jak zwykle za szybko. Zbliżały się kolejne święta, więc postanowiliśmy spotkać się na kolejne podsumowanie. Mieliśmy problem z wyborem miejsca, bo poprzedni lokal uznaliśmy za spalony. Udaliśmy się na inną ulicę, gdzie ceny były dwa razy wyższe, ale za to jakość o połowę niższa. Weszliśmy i... od progu powitano nas jak najznamienitszych gości. Szef zapowiedział, iż podejmie nas na koszt firmy. Nie muszę opisywać naszego zdziwienia. Po jakimś czasie przybiegł właściciel restauracji, w której rok wcześniej zapłaciliśmy tokenami, zapytał, czy może się przysiąść i zaczął opowieść.


Pozostało jeszcze 67% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama