Miłosz: Z zakupami zbrojeniowymi jest dobrze, ale jest źle

autor: Maciej Miłosz03.01.2018, 07:53; Aktualizacja: 03.01.2018, 09:13
Nawet przy większych nakładach kołdra finansowa może okazać się za krótka

Nawet przy większych nakładach kołdra finansowa może okazać się za krótkaźródło: Materiały Prasowe
autor zdjęcia: mat. prasowe

Po raz kolejny udało nam się zrealizować budżet na obronność w stu procentach – pochwalili się minister obrony Antoni Macierewicz i jego zastępca, odpowiedzialny za większość zakupów Bartosz Kownacki.

Biorąc pod uwagę, że ostatnimi latami budżet resortu obrony jest rekordowy, trzeba docenić ten wynik i pogratulować. Choć warto też mieć w pamięci, że w zeszłym roku nie udało się podpisać żadnego z dużych kontraktów, jak tarcza przeciwrakietowa Wisła czy mająca być sfinalizowana pod koniec roku umowa na artylerię dalekiego zasięgu Homar, a tworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej jest znacznie bardziej kosztowne, niż pierwotnie zapowiadano. Trudno też się dopatrzyć, by w wyniku dokonanych zakupów doszło do radykalnego wzrostu zdolności bojowej Wojska Polskiego.

Patrząc na dwa lata zakupów zbrojeniowych rządu PiS (kwotowo znacznie większych niż za czasów PO-PSL), widać jednak systemowe problemy, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć w najbliższych latach.

Pierwszą i fundamentalną kwestią, która Wojsko Polskie trapi od dziesiątek lat, jest niewydolny system zakupu uzbrojenia. Problemów jest tu mnóstwo. To, że pieniądze są przypisane do konkretnego roku budżetowego, a nie programu zbrojeniowego (nie da się tego zmienić bez zmiany ustawy o finansach publicznych), powoduje, że po raz kolejny resort uruchamia tzw. opcje niewygasające, czyli przedłuża sobie o kilka miesięcy możliwość przeprowadzenia transakcji. W ubiegłym roku tak było z samolotami dla VIP-ów, w tym jest tak z samolotami szkoleniowymi – widać, że aby działać sprawniej, trzeba obchodzić system. Ważną kwestią jest też niewydolna procedura tworzenia wymagań przez wojsko czy sprawdzania tego, co jest dostępne na rynku – za dużo podmiotów wtrąca tu swoje trzy grosze. Mimo ponad dwóch lat rządzenia obecne kierownictwo nie pokusiło się o całościową zmianę. Niejako tylnymi drzwiami są wprowadzane usprawnienia, np. tworzenie zespołów zadaniowych do konkretnych programów, które mają być odpowiedzialne za jego wdrożenie, eksploatację, a później wycofanie z wojska czy kupowanie przez siły specjalne, ale to systemowo problemu nie rozwiąże. Za wydawanie rocznie prawie 8 mld zł odpowiada 400 pracowników Inspektoratu Uzbrojenia, z czego tak naprawdę połowa ma etaty merytoryczne. Jeśli do tego dodamy stopień skomplikowania kupowanych urządzeń i złożone procedury, to jasne jest, że na dłuższą metę takie działanie nie może się udać. W kończonej właśnie Narodowej Strategii Zbrojeniowej wnioskuje się m.in. utworzenie Agencji Uzbrojenia. Jednak zmiana szyldu nic nie zmieni. Potrzebna jest kompleksowa modyfikacja systemu zakupów sprzętu dla wojska. To by faktycznie była dobra zmiana.


Pozostało jeszcze 54% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane