Koniec roku to wzmożony czas w zakupach zbrojeniowych. Tak było rok temu, gdy w grudniu resort obrony podpisał dużą umowę na dostawę armatohaubic Krab (ponad 4 mld zł), dwa lata temu, gdy sfinalizowano negocjacje odnośnie modernizacji czołgów Leopard (2,5 mld zł). Tak będzie i w tym roku.

Kluczowym zakupem, bez którego może być ciężko zrealizować budżet obronny na 2017 r., będzie artyleria rakietowa, czyli program Homar. Choć negocjacje z amerykańskim koncernem Lockheed Martin nie są łatwe, to wydaje się, że uda się je domknąć do końca roku. – Oceniam szanse na zawarcie tej umowy na 80 proc. – mówił kilka tygodni temu wiceminister obrony Bartosz Kownacki. Szacunkowa wartość kontraktu to 8–10 mld zł, a zaliczka z tegorocznego budżetu zapewne będzie opiewać na jakiś miliard złotych.

Marynarka też coś dostanie: do końca grudnia powinien zostać także podpisany kontrakt na prototypowy okręt ratowniczy „Ratownik” (ok. 700 mln zł) oraz drugi z serii niszczycieli min – „Kormoran II” (500–600 mln zł). Pierwszy okręt tego typu zbudowany przez prywatną stocznię Remontowa Shipbuilding został odebrany przez Marynarkę Wojenną pod koniec listopada.

Lotnictwo może się spodziewać dozbrojenia samolotów F-16 – kupujemy do nich kierowane pociski rakietowe AIM-120. W poprzednich latach nabyliśmy już m.in. pociski JASSM i JASSM-ER. Zasięg tych drugich to ponad 900 km. Natomiast wczoraj podpisano umowę na modernizację 12 samolotów szkoleniowych PZL-130TC „Orlik”.

Z mniejszych umów mają zostać zawarte kontrakty na zakup radiostacji, pistoletów Glock czy symulatora/trenażera dla kierowcy czołgu Leopard 2A4. Wydaje się więc, że resort nie będzie miał problemów z wydaniem tegorocznego budżetu. – Tak jak w ubiegłym roku, tak i w tym budżet wykonamy praktycznie w stu procentach – zapewnia DGP odpowiedzialny za zakupy zbrojeniowe Bartosz Kownacki.

Jednak problemów nie brak, a takie grudniowe zakupy mają swoje wady. – Niewydane do końca roku pieniądze MON wracają do budżetu centralnego. Dostawcy wiedzą, że w grudniu jest presja na podpisywanie i często ich stanowisko się usztywnia – mówi nasz rozmówca z MON, prosząc o zachowanie anonimowości. Pewnym rozwiązaniem są opcje niewygasające, czyli możliwość przełożenia wydatkowania do końca marca przyszłego roku budżetowego, tak jak to zrobiono z samolotami dla VIP-ów. W tym roku podobna procedura zostanie zastosowana przy samolotach szkoleniowych Master.

Zgodnie z Planem Modernizacji Technicznej, w którym chodzi głównie o zakup nowego sprzętu, w 2017 r. wydane ma zostać ponad 9,2 mld zł. Głównym kupującym jest warszawski Inspektorat Uzbrojenia, który dotychczas zawarł umowy na ponad 5,7 mld zł. Za część wydatków odpowiada bydgoski Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych, który jest w dużej mierze odpowiedzialny za kupowanie usług remontów sprzętu.

– Rok 2017 to brak spektakularnych kontraktów zbrojeniowych, oprócz samolotów dla VIP. Nawet karabinki Grot, o których było głośno, nie są przełomem. Niepokoić może to, że resort obrony zapewne domknie budżet bez żadnych wielkich kontraktów. Bo to pokazuje, że pieniędzy ciągle jest mało, a 10 mld zł wydawanych co roku na sprzęt to niewiele w stosunku do potrzeb. Wygląda na to, że nawet wydając 2 proc. PKB, i tak mamy za mało środków na wielkie programy zbrojeniowe – komentuje Mariusz Cielma, redaktor naczelny „Nowej Techniki Wojskowej”. – Brakuje nam systemu kierowania polem walki (BMS), mamy problemy z przesyłaniem danych, brakuje jakiegokolwiek rozpoznania. Mamy pociski mogące razić cele odległe o setki kilometrów, ale nie potrafimy wskazać, gdzie powinny uderzyć. Mimo że rozmowy o Wiśle poszły do przodu, to cały czas nie mamy również obrony powietrznej i nie wiadomo, kiedy ją będziemy mieć.