I nie chodzi tu o największy udział sektora bankowego w przychodach z podatku CIT czy nawet podwojenie tej daniny o wpływy z podatku od instytucji finansowych (to dodatkowe 4 mld zł rocznie), lecz o wykorzystanie bankowej infrastruktury do wypełnienia luk w sprawnym funkcjonowaniu państwa.

Kwestia dystrybucji wniosków o 500+ czy udział w uszczelnianiu systemu podatkowego – co ma docelowo przynosić budżetowi dodatkowe kilkanaście miliardów złotych rocznie – są na to czytelnym dowodem. Banki zawsze blisko współpracowały z administracją państwową, bo czuwają nad obiegiem pieniądza w kraju i w skali międzynarodowej. Same tworzyły narzędzia i służby, które zajmowały się wychwytywaniem podejrzanych i zakazanych transakcji. Teraz – podkreślmy, że za własne pieniądze – stawiają dodatkową infrastrukturę, która pomaga państwu w walce z oszustwami podatkowymi poprzez wdrożenie takich rozwiązań, jak: jednolity plik kontrolny, split payment i najnowsza propozycja, czyli system teleinformatyczny izby rozliczeniowej, który ma przeciwdziałać wykorzystywaniu instytucji finansowych do wyłudzeń skarbowych. Każde z nich kosztuje banki wiele milionów złotych. Ale przynajmniej dają pewność, że będą działać i – oprócz zapełnienia państwowej kasy – w skali całej gospodarki przyniosą wyrównanie szans przedsiębiorców, skutecznie eliminując patologie i nadużycia.

Wykorzystując najnowsze rozwiązania technologiczne, niebagatelną rolę banki odgrywają też we wspieraniu rozwoju społeczeństwa cyfrowego, co może zmniejszyć dystans cywilizacyjny do zachodniej Europy m.in. poprzez ułatwienia w zakładaniu i prowadzeniu działalności gospodarczej. Choćby profil zaufany to ważna (dostępna w serwisach bankowości elektronicznej) funkcja ułatwiająca codzienne życie firmy Kowalski s.c. Tu również banki wzięły na siebie koszt wdrożenia tych udogodnień.

Kolejny obszar, który poniekąd zawiera w sobie elementy z dwóch wyżej wymienionych, to obrót bezgotówkowy. Szacuje się, że roczny koszt funkcjonowania gotówki w Polsce przekracza 18 mld zł, czyli prawie 1 proc. PKB! A przecież większy udział pieniądza elektronicznego to większa nad nim kontrola i możliwość wychwycenia nieprawidłowości. Oczywiście niektórzy zarzucają, że w ten sposób obywatele poddawani są elektronicznej inwigilacji, a upowszechnianie obrotu bezgotówkowego powoduje, że coraz więcej osób jest zmuszonych skorzystać z usług instytucji bankowych, które na tym zarobią. Krytycy jednak nie dodają, jaki jest koszt ekonomicznego wykluczenia osób odciętych od usług finansowych. A trzeba przypomnieć, że przedsiębiorcy, zwłaszcza ci mniejsi, będą mogli skorzystać z pomocy zasilanej w dużym stopniu przez banki Fundacji Polska Bezgotówkowa, która zamierza wyposażyć polskie firmy w 600 tys. terminali w ciągu najbliższych trzech lat. To pozwoli nam zbliżyć się do poziomu krajów skandynawskich, które w dziedzinie uczciwości i pewności obrotu gospodarczego są w światowej czołówce.

Banki niemal od zawsze pomagały klientom prowadzić biznes, doradzały, wyszukiwały dla nich okazje. Ale dopiero teraz okazuje się, że mogą być one-stop shop. Nie tylko podpowiedzą w kwestiach stricte biznesowych, ale też gdzie kupić taniej prąd, zapewnić usługi księgowe i prawne oraz jak prowadzić stronę internetową i najlepiej spozycjonować reklamy w mediach społecznościowych. Czy akurat taki model bankowości będzie najczęściej reprezentowany – nie wiadomo, ale duża konkurencja ze strony big-techów – Amazona, Google’a, Apple’a – nakazuje bankom szukać rozwiązań, których domagają się klienci: wszystko pod ręką, realizowane jednym kliknięciem, przez 24 h na dobę i 365 dni w roku.

W każdym z tych obszarów starałem się podkreślić aspekty bankowego biznesu związane ze wspieraniem i współdziałaniem z przedsiębiorcami. Bo „Nie ma przyszłości bez przedsiębiorczości”! Część ekonomistów i publicystów zaczęła w końcu XX w. formułować pogląd, że wraz z rozprzestrzenianiem się konsensusu waszyngtońskiego, poluzowaniem przepisów wiążących sektor finansowy w USA, jak też rozwojem instrumentów inżynierii finansowej i epidemią fuzji, która doprowadziła do powstania podmiotów zbyt dużych, by upaść – branża finansowa oderwała się od sfery realnej gospodarki i bankowcy istnieją już tylko sami dla siebie. Ten zarzut znalazł częściowo potwierdzenie w kryzysie wywołanym upadkiem banku Lehman Brothers w 2008 r. W Polsce bankowość komercyjna prowadzona była w oparciu o tradycyjne zasady (choć z wykorzystaniem coraz nowocześniejszych metod i narzędzi), a skala działania sektora nie stanowiła zagrożenia dla stabilności finansów państwa ani dla ich klientów. Raiffeisen Bank Polska od 1991 r. działa na rzecz polskiej przedsiębiorczości i podobnie jak nasi konkurenci wciąż wspieramy rozwój zwłaszcza małego i średniego biznesu. To on będzie stanowił o przyszłej pozycji polskiej gospodarki. Za kluczowy obecnie temat uznałbym zorganizowanie współfinansowania dla skutecznego wykorzystania funduszy unijnych z ostatniej już tak hojnej perspektywy budżetowej Unii Europejskiej.

A przecież ciągle około dwóch trzecich małych i średnich firm nie korzysta z bankowego finansowania. W przypadku nowo rozpoczynanych inwestycji na własnych środkach polega 45 proc. firm, a z kredytów korzysta tylko 26 proc. Tymczasem kondycja przedsiębiorstw – jak pokazują najnowsze badania NBP (Szybki Monitoring – październik 2017) – jest dobra. Po raz pierwszy od 2008 r. stopień wykorzystania mocy produkcyjnych przekroczył próg 83 proc. Przedsiębiorstwa planują zwiększać zatrudnienie i płace. Inwestycje rosną. Dlaczego pomimo sprzyjających warunków, czyli historycznie niskich stóp procentowych i wysokiej dostępności kredytów, rola finansowania bankowego w rozwoju przedsiębiorstw pozostaje niska? Ta kwestia od lat jest wyzwaniem dla całego sektora, choć konserwatyści mogą powiedzieć, że przynajmniej nie jesteśmy przekredytowani.

Gdyby opierać się na wyjątkowo sprzyjającej koniunkturze makroekonomicznej w kraju i za granicą, perspektywy stojące przed sektorem bankowym, a tym samym jego klientami, byłyby optymistycznie. Niestety trzeba wspomnieć i o zagrożeniach. Sektor bankowy jest najmocniej drenowany z generowanych zysków spośród wszystkich branż w naszym kraju. Mimo że banki w ostatnich dwóch dekadach przeznaczały około 85 proc. wypracowanych środków na budowanie własnych kapitałów, które służą zwiększeniu bezpieczeństwa depozytów klientów i rozwijaniu akcji kredytowej. W efekcie kolejnych składek, opłat i domiarów (jeszcze czekamy na finał sprawy walutowych kredytów hipotecznych) wskaźnik zwrotu z kapitału (ROE) od czerwca 2016 r. do marca 2017 r. spadł z poziomu 11,1 do 7,7 proc. (a szacuje się, że koszt kapitału w sektorze wynosi ok. 10 proc.!). Do tego dochodzi kwestia nadmiernego rozrostu uregulowań dotyczących branży finansowej, w tym również za sprawą regulacji międzynarodowych.

Dlatego chciałbym zaapelować o rozwagę w nakładaniu na banki wciąż nowych obowiązków i danin. Polski sektor bankowy należy do najbardziej konkurencyjnych na świecie, jest dla wielu wzorem, choćby jeśli chodzi o stabilność, bezpieczeństwo czy wdrażanie nowoczesnych rozwiązań. Uszanujmy ten dorobek i nie odbierajmy bankom szansy na dalszy rozwój, a tym samym skuteczne wspieranie przedsiębiorczości w Polsce.

http://g8.gazetaprawna.pl/p/_wspolne/pliki/3107000/3107841-belka-npbp.jpg