GIS mówi dość i postuluje wprowadzenie specjalnej opłaty w wysokości 1000 zł za zgłoszenie jednego tylko produktu. Propozycja została zawarta w projekcie nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia, do którego dotarliśmy i który lada chwila trafi na biurko ministra zdrowia. O płata niby niewielka, ale dla producentów oznacza prawdziwą rewolucję.

Bo dziś, kiedy powiadomienie o wprowadzeniu nowego produktu jest bezpłatne – robią to nierzadko na wyrost – i zalewają GIS wnioskami. Efekt? Tylko w ub. r zarejestrowano w Polsce. 7,4 tys. nowych suplementów! Tajemnicą poliszynela jest to, że służby nie są w stanie dokładnie ich ocenić i kontrola nie istnieje. Sygnalizował to NIK w raporcie sprzed kilku miesięcy.

Teraz twórcy ustawy liczą, że nowa opłata powstrzyma przed składaniem wniosków na wyrost. A nawet jeśli ich liczba nie zmieni się – to GIS będzie miał pieniądze, aby wzmocnić kadry i prowadzić rzeczywisty nadzór. Projekt zawiera również propozycje poważnych zmian, m.in. w sposobie oznaczania suplementów. Najbardziej uciążliwy może być obowiązek umieszczania na opakowaniu ostrzeżenia dla konsumenta zajmującego aż 20 proc. powierzchni. Powstanie też ministerialna lista dozwolonych składników.

Do to tego wszystkiego dojdą drakońskie kary w wysokości nawet 20 mln zł za nie dostosowanie się do planowanych ograniczeń w reklamie. Te nie będą mogły trafiać do dzieci, a w każdym ogłoszeniu będzie wygłaszana lub publikowana obowiązkowa formułka informacyjna. Organizacje przedsiębiorców ostrzegają, że polskie regulacje staną się najbardziej rygorystyczne pośród wszystkich w UE! Eksperci obawiają się, że obostrzenia w reklamie mogą też uderzyć w media, które je emitują. I liczą, że zmiany nie przejdą notyfikacji przed Komisją Europejską. A taką notyfikację Polska będzie musiała uzyskać – potwierdziła nam rzecznik KE.

ZAINTERESOWAŁ CIĘ TEN TEMAT? CZYTAJ WIĘCEJ W TYGODNIKU GAZETA PRAWNA >>>