Bisfenol A to wysoce toksyczny związek organiczny z grupy fenoli powszechnie stosowany przy produkcji tworzyw sztucznych. Znajduje się m.in. w plastikowych pojemnikach, w banknotach, na paragonach, w aluminiowych puszkach na napoje i w zabawkach.

Z wielu badań wynika, że bisfenol A ma działanie rakotwórcze oraz powoduje zaburzenia hormonalne u osób, które mają jego podwyższoną ilość w organizmie.

– Najprawdopodobniej jest on jednym z głównych czynników wywołujących otyłość, astmę i problemy z tarczycą – twierdzi dr Jarosław Sachajko, poseł Kukiz'15.

Cena zdrowia

Bisfenol A ma jednak także liczne zalety. Jest tani w użyciu, łatwy w produkcji i nie zmienia smaku przechowywanych produktów. Dlatego producenci opakowań z chęcią go stosują. Ale to się już niebawem zmieni. Komisja Europejska opracowuje właśnie projekt zmiany rozporządzenia nr 10/2011 w celu obniżenia obowiązującego tzw. limitu migracji specyficznej. Obecnie dopuszczalna wartość wynosi 0,6 mg na kilogram żywności. Unijna reforma przewiduje ograniczenie progu do zaledwie 0,05 mg na kilogram.

Co to oznacza? – Większe koszty dla konsumentów. Oczywiste jest, że to oni zapłacą za droższe opakowania – słyszymy od przedstawiciela jednego z dużych koncernów spożywczych. Zaznacza on jednak, że żadna z liczących się firm oficjalnie nie sprzeciwi się wprowadzeniu ograniczeń. Ryzykowałaby wówczas swą renomę.

Rosnące zagrożenie

Rosnące zagrożenie

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Obostrzenie spowodowałoby znaczne korzyści dla społeczeństwa. Mniejsze ryzyko chorób oraz szansę na ograniczenie zużycia plastikowych opakowań – przekonuje z kolei dr Jarosław Sachajko.

Projektowana nowelizacja rozporządzenia ma objąć swą mocą nie tylko opakowania, lecz także materiały powlekane, w tym powłoki stosowane na metalowym podłożu (czyli przede wszystkim puszki na napoje).

Restrykcyjne przepisy dotyczyć będą także wszystkich materiałów i wyrobów przeznaczonych do kontaktu z żywnością dla niemowląt i dzieci. Obecnie obowiązujące regulacje, uchwalone w 2011 r., ustanawiają jedynie zakaz używania poliwęglanu zawierającego bisfenol A, który wykorzystuje się w produkcji butelek do karmienia niemowląt.

Rozwiązania krajowe

Na razie nie wiadomo, kiedy nowe przepisy wejdą w życie. Niektóre państwa obawiają się, że koncerny żywnościowe podniosą ceny. A najgorsze, co może być dla polityków, to podwyżki cen żywności, które bezpośrednio odbijają się na nastrojach społecznych. Część krajów zaś wprowadziła już własne restrykcyjne normy. Jest im więc obojętne, czy unijni decydenci coś uchwalą.

– Dlatego nie powinniśmy oglądać się na prace w Komisji Europejskiej, które mogą trwać jeszcze kilka lat, lecz jak najszybciej podjąć działania nad wprowadzeniem krajowych przepisów ograniczających wykorzystanie bisfenolu A – sugeruje dr Jarosław Sachajko.

Ministerstwo Zdrowia jednak takich planów jak na razie nie ma. – Wyroby znajdujące się w obrocie handlowym na terenie Polski zawierające w swoim składzie bisfenol A były poddawane licznym kontrolom urzędowym przeprowadzanym przez organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej. W tym szczegółowym badaniom monitoringowym, które wykazały, że wyroby te spełniają wymagania w zakresie limitu migracji specyficznej bisfenolu A – zapewnia wiceminister zdrowia Marek Tombarkiewicz.

Kukiz'15 rozważa jednak zgłoszenie własnej inicjatywy ustawodawczej. Poseł Sachajko przekonuje, że nie ma żadnych powodów, aby nie zaostrzyć norm. – Nie powinniśmy bać się podwyżek, którymi straszą przedsiębiorcy. Międzynarodowe koncerny lubią liczyć zyski, a koszty uspołeczniać. Resort zdrowia lub środowiska powinien więc przeprowadzić analizę, ile pieniędzy wydaje się w Polsce rocznie na utylizację plastikowych opakowań oraz jak wiele pieniędzy z budżetu pochłania leczenie chorób, które mogą być wywołane nadwyżką bisfenolu A w ludzkim organizmie – twierdzi parlamentarzysta.

Ostatnio przeprowadzone unijne badania wykazały, że w Belgii przeciętny mieszkaniec wydala z moczem 132 mg bisfenolu A rocznie, we Francji – 127 mg, w Danii – 112 mg, a w Szwecji – 71 mg. Ustalona norma wynosi 100 mg.