Ukraińcy na polskim rynku pracy są pokazywani głównie przez pryzmat setek tysięcy oświadczeń, jakie wystawiają dla nich pracodawcy. Na podstawie tych dokumentów mogą – podobnie jak obywatele jeszcze pięciu innych państw – legalnie pracować przez sześć miesięcy w ciągu roku. To w dużej mierze pracownicy sezonowi, którzy przez ostatnie lata wykonywali głównie najprostsze, niewymagające szczególnych kwalifikacji prace.

Robią biznes

– Mamy jednak coraz więcej sygnałów, że przybywa osób, które chcą w Polsce zostać na dłużej. Jeszcze przed wybuchem wojny na Wschodzie przyjeżdżały do nas głównie kobiety do prac okołodomowych. Od jakiegoś czasu widać jednak zwiększony napływ całych rodzin czy młodych ludzi. Są też szanse, że zostać będą chcieli ukraińscy studenci – uważa Piotr Kalisz, główny ekonomista Banku Handlowego.

Obecność sąsiadów ze Wschodu nad Wisłą ma też bardziej przedsiębiorczy wymiar. Z zebranych przez nas informacji wynika, że tylko w ubiegłym roku zarejestrowano u nas ok. 1 tys. działalności gospodarczych obywateli z Ukrainy. Ich liczba wzrosła o ok. 20 proc. w porównaniu z 2015 r. Na przestrzeni ostatnich lat skok jest jeszcze bardziej imponujący – w 2005 r. założono ich zaledwie 50.

Dzisiaj w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (rejestrze osób fizycznych wykonujących działalność gospodarczą prowadzonym przez Ministerstwo Rozwoju) zarejestrowanych jest blisko 2,6 tys. firm prowadzonych przez obywateli z ukraińskim paszportem, a kolejnych 600 jest zawieszonych.

To wciąż niewiele w porównaniu z przeszło 2 mln biznesów, które według rejestru mają Polacy. Ukraińcy dzierżą już jednak palmę pierwszeństwa wśród cudzoziemców. Ich przewaga nad drugimi w kolejności Niemcami wynosi przeszło pół tysiąca. Liczby nadal wypadają jednak blado w zestawieniu z tym, ile osób ze Wschodu przyjeżdża nad Wisłę krótkookresowo.

Magnes dla cudzoziemców

Eksperci Narodowego Banku Polskiego zwracają uwagę, że Polska wciąż jest jednym z najbardziej jednolitych etnicznie krajów Unii Europejskiej pomimo rosnącej liczby imigrantów. Dlaczego? Bo przyjeżdżają tylko na kilka miesięcy. Z danych Eurostatu można wyczytać, że tylko 0,5 proc. naszej populacji to zagraniczni rezydenci, czyli osoby, które przebywają w Polsce dłużej niż rok.

– Sytuacja na rynku pracy powoduje, że to będzie się zmieniało. Tym bardziej że Ukraińcy mają szanse – ze względu na problemy ze znalezieniem pracowników – przechodzić do lepiej płatnych zawodów. To istotne, bo często zatrudnione były u nas osoby z wyższymi kwalifikacjami niż te potrzebne w pracy, do której zostały najęte – zwraca uwagę Piotr Kalisz.

Od 2–3 lat w zatrudnianiu zagranicznych pracowników krótkookresowych wyraźnie zwiększa się udział sektora usługowego. Oświadczenia pochodzące z tego typu branż stanowią już około połowy ofert pracy zgłaszanych w pośredniakach, a jeszcze w 2014 r. była to zaledwie jedna czwarta. Sukcesywnie maleje też liczba imigrantów, którzy trafiają do pracy w rolnictwie.

Nadal nierozwiązanym problemem przez rządzących jest to, jak zatrzymać przyjeżdżających do Polski za chlebem na stałe. O wypracowanie polityki migracyjnej apelują organizacje pracodawców i eksperci. W rządzie natomiast wciąż ścierają się stanowiska resortu spraw wewnętrznych (który patrzy na imigrantów przez pryzmat bezpieczeństwa) i Ministerstwa Rozwoju, które martwi się o podaż pracowników i to, jak problemy z nią odbiją się na gospodarce.

Z prognoz, które przygotował Ośrodek Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego, wynika, że już za mniej więcej dekadę będziemy krajem, do którego więcej osób będzie przyjeżdżało, niż z niego wyjeżdżało. W połowie wieku zaś nad Wisłą będzie blisko 4 mln obcokrajowców, nie licząc ich potomków. W grupie wiekowej 15–64 lat będą stanowili 16–18 proc. ludności w wieku produkcyjnym.

Dla pracodawców wyzwaniem może być uchylenie drzwi do UE dla Ukraińców. Na razie mogą przebywać bez wiz na terenie Wspólnoty przez 90 dni w ciągu półtora roku w celach biznesowych, turystycznych i rodzinnych. Stopniowe otwieranie się Unii na obywateli tego kraju może okazać się dla nas problemem, bo z deficytami siły roboczej będą mierzyły się również znacznie zamożniejsze od nas Niemcy.

Eksperci widzą w nas magnes dla cudzoziemców i przewidują, że populacja Polski stanie się za kilkanaście lat podobna do tej na Zachodzie. Wówczas co dziesiąty mieszkający nad Wisłą będzie obcokrajowcem. Wraz ze wzrostem liczby imigrantów przybędzie również tych, którzy będą chcieli pracować na stabilniejszych formach zatrudnienia niż pracownicy sezonowi lub postawią na własny biznes. To zaś może przełożyć się na dziesiątki tysięcy nowych działalności gospodarczych, które już za kilka lat pojawią się w Polsce. 

Tylko 0,5 proc. naszej populacji to zagraniczni rezydenci