Po nadzwyczaj długim vacatio legis – bo aż półrocznym – zaczęła wreszcie obowiązywać ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystywaniu przewagi kontraktowej w obrocie produktami rolnymi i spożywczymi (Dz.U. z 2017 r. poz. 67). Celem jest wzmocnienie pozycji drobnych przedsiębiorców i rolników w rozmowach biznesowych z właścicielami hipermarketów i dyskontów. Tak, by ci ostatni nie wykorzystywali faktu, że dla lokalnych producentów obecność ich towaru w dużym sklepie to być albo nie być.

Wzmocniony prezes

Zgodnie z art. 6 ustawy zakazane jest nieuczciwe wykorzystywanie przewagi kontraktowej nabywcy względem dostawcy oraz dostawcy względem nabywcy. Choć nikt nie ukrywa, że w praktyce chodzi o tę pierwszą sytuację. Czyli gdy np. sieć sklepów kupuje towar u rodzimego producenta. Ustawodawca w art. 7 wskazał, że przewaga kontraktowa to sytuacja nabywcy względem dostawcy, w której dla dostawcy nie istnieją „wystarczające i faktyczne możliwości zbycia produktów rolnych lub spożywczych do innych nabywców oraz występuje znaczna dysproporcja w potencjale ekonomicznym na korzyść nabywcy”.

Co może być nieuczciwym wykorzystaniem przewagi kontraktowej? Uznano ostatecznie, że należy tu zostawić katalog otwarty. Jako przykłady naruszeń wymieniono nieuzasadnione rozwiązanie umowy lub zagrożenie takim działaniem, przyznanie w zawartym kontrakcie prawa do jego wypowiedzenia tylko jednej stronie czy nieuzasadnione wydłużanie terminów płatności za dostarczone produkty.

Stwierdzać nielegalne działania ma prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. A gdy już uzna, że duża firma narusza prawa mniejszego partnera, będzie mógł wymierzyć karę pieniężną. Zgodnie z art. 33 ust. 1 jej wysokość wynosi nie więcej niż 3 proc. obrotu osiągniętego w roku sprzed nałożenia sankcji. Chodzi więc nawet o miliony złotych.

– Poszkodowany przedsiębiorca będzie mógł nie tylko, tak jak do tej pory, wystąpić do sądu cywilnego na podstawie ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, lecz także złożyć zawiadomienie do prezesa UOKiK – dodaje Małgorzata Urbańska, partner kierująca zespołem prawa ochrony konkurencji w kancelarii CMS. Dzięki takiemu modelowi urzędnicy dowiedzą się o wielu naruszeniach, które mogliby przeoczyć z urzędu.

Przy czym ustawę będzie stosowało się tylko w przypadku transakcji pomiędzy podmiotami, gdy łączna wartość obrotów między nimi przekracza 50 tys. zł rocznie, a obrót naruszyciela wynosi ponad 100 mln zł w skali roku.

Piwo 90 proc.

Uchwalenie ustawy to pokłosie tego, że przez lata UOKiK dostrzegał patologiczne sytuacje w relacjach między sieciami handlowymi a dostawcami. Przykładem były liczne spory o opłaty półkowe, gdy to drobny przedsiębiorca musiał płacić właścicielowi sklepu za to, że ten godził się sprzedawać jego towar.

Sęk w tym, że możliwości działania urzędników były ograniczone. Wielokrotnie przyznawali, że przepisy ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 3 ze zm.) zostały zaprojektowane z myślą o zupełnie innych sytuacjach. Przez to nawet wtedy, gdy UOKiK poszukiwał w tych regulacjach ochrony drobnego biznesu, kij w szprychy często wkładały sądy. Postanowiono więc stworzyć specustawę. Tym bardziej, że zielone światło dał Parlament Europejski. W połowie 2016 r. przyjął rezolucję wzywającą Komisję Europejską do wyeliminowania nieuczciwych praktyk handlowych występujących w łańcuchu dostaw produktów spożywczych. Ta uznała jednak, że to zadanie dla państw członkowskich. Rodzimy ustawodawca uznał więc, że nie ma sensu czekać na zmianę stanowiska unijnych decydentów. Trzeba działać samodzielnie.

Obowiązująca od dziś ustawa budzi jednak skrajne emocje. Cieszą się z niej drobni dostawcy. Ale już przedstawiciele branży handlowej nie.

Zdaniem Polskiej Izby Handlu (należą do niej m.in. Żabka, Społem i Freshmarket) nowe przepisy oznaczają groźbę destabilizacji całego rynku spożywczego. – W założeniu twórców ustawy ma ona chronić polskich producentów przed wykorzystywaniem przez międzynarodowe sieci sprzedaży. Niestety jej autorzy nie widzą, że polski rynek żywności w wielu kategoriach już jest zdominowany przez kilku producentów, w większości należących do zagranicznych koncernów – tłumaczy Waldemar Nowakowski, prezes PIH.

Przykłady? W kategoriach jogurtów, piwa, żywności dziecięcej czy karmy dla zwierząt udział pięciu największych producentów wynosi ponad 90 proc. W kolejnych kilku kategoriach (przetwory, alkohole, żywność w puszkach czy przekąski) udział pięciu największych producentów wynosi ponad 80 proc.

Zdaniem Waldemara Nowakowskiego bardzo prawdopodobne jest, że duże podmioty, aby zminimalizować ryzyko otrzymania kary, będą chciały podpisywać umowy z podobnymi wielkością firmami spożywczymi. W efekcie ci mali zamiast zostać wzmocnieni, w ogóle trafią na boczny tor.

Brak pewności

Zastrzeżenia formułują także prawnicy.

– Ustawodawca dosyć enigmatycznie zdefiniował przewagę kontraktową, przez co istnieje duże pole manewru dla urzędników – twierdzi Krzysztof Borżoł, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy. Przykładowo trudno obecnie ocenić, co ich zdaniem będzie działaniem sprzecznym z dobrymi obyczajami. A właśnie takie ustawa określa jako przesłankę uznania praktyki za nieuczciwą.

– Pod taką definicją można umieścić wszystko. Dlatego ważne jest, aby prezes UOKiK w sposób bardzo ostrożny i racjonalny podszedł do stosowania przepisów ustawy – apeluje mec. Borżoł.

Małgorzata Urbańska przyznaje, że w ustawie jest wiele zwrotów niedookreślonych i niezdefiniowanych. Przy jednoczesnym otwartym katalogu zakazanych praktyk można mówić, jej zdaniem, o niepewności co do tego, jak nowe przepisy będą interpretowane. – Szczególnie w początkowym okresie stosowania ustawy, gdy nie ma jeszcze żadnych decyzji lub orzeczeń, na których można się oprzeć – zaznacza prawniczka.

Z tego, co ustaliliśmy, urzędnicy nie planują jednak ruszać z atakiem na sieci handlowe.

– Rozpoznawania bojem nie będzie. Ustawa ma mieć funkcję przede wszystkim prewencyjną, a nie represyjną – mówi nam prawnik dobrze zorientowany w sytuacji panującej w UOKiK. 

Etap legislacyjny

Ustawa weszła w życie