statystyki

Kolasiński: Tradycyjne prawo konkurencji nienależycie uwzględnia specyfikę e-handlu

autor: Emilia Świętochowska11.07.2017, 07:31; Aktualizacja: 11.07.2017, 10:45
nauka, praca, szkolenie, komputer

Przykładem tego jest sprawa platform bookingowych. W umowie z hotelem często rezerwują one sobie gwarancję, że żadnemu innemu portalowi nie da on lepszej oferty cenowejźródło: ShutterStock

- Tradycyjne prawo konkurencji nienależycie uwzględnia specyfikę e-handlu - twierdzi Marcin Kolasiński, radca prawny, wspólnik w kancelarii KRK Kieszkowska Rutkowska Kolasiński, ekspert w sprawach związanych m.in. ze zwalczaniem nieuczciwej konkurencji.

Reklama


Komisja Europejska w najnowszym swoim badaniu dotyczącym e-handlu zidentyfikowała najważniejsze praktyki biznesowe, które mogą prowadzić do ograniczenia w nim reguł konkurencji. I jednocześnie dała jasny sygnał krajowym urzędom antymonopolowym, że należy wzmocnić starania o wyeliminowanie nieuczciwych porozumień umownych. W handlu internetowym jest to trudniejsze?

Podstawowe pytanie, jakie należy sobie zadać, to czy prawo konkurencji egzekwowane w „tradycyjnych” branżach gospodarki jest na pewno odpowiednio dostosowane do e-handlu. Być może nadszedł czas, aby wprowadzić szczególne przepisy uwzględniające specyfikę tego sektora. Obawiam się, że jeśli będziemy bazować tylko na klasycznym dorobku prawa konkurencji i bezrefleksyjnie egzekwować je w e-handlu, może to doprowadzić do naruszenia uzasadnionych interesów tradycyjnych sprzedawców. Przykładowo Komisja Europejska kwestionuje różnicowanie przez dostawców cen hurtowych tych samych produktów wobec tego samego sprzedawcy w zależności od tego, czy mają one być oferowane online czy offline. Odwołuje się przy tym do tradycyjnego rozumienia antykonkurencyjnego podziału rynku. Nie podlega jednak dyskusji, że wielu przedsiębiorców działających w sieci korzysta z inwestycji w sprzedaż produktów czynionych przez tradycyjne sklepy. Dlatego rozumiem obawy, że zbyt jednostronne podejście w tej kwestii może pośrednio prowadzić do dyskryminacji podmiotów funkcjonujących w świecie realnym ze względu na problem tzw. free ridingu. Chodzi o sytuacje, kiedy konsument idzie do sklepu stacjonarnego, aby obejrzeć lub wypróbować produkt, robi telefonem zdjęcie jego specyfikacji i ceny, a potem sprawdza w internecie, gdzie można ten produkt kupić po najniższej cenie. Jakiś czas temu wisiała nawet na bilbordach reklama, w której jeden ze sklepów internetowych napisał „oglądaj gdzie chcesz, tanio kupuj na (…)”. Hasło to było napisane czcionką i w kolorach logo wielkich stacjonarnych sklepów z elektroniką.

Co może zniechęcać tradycyjnych przedsiębiorców do inwestowania w swoją ofertę czy rozwój sieci sprzedaży.

Rodzi się więc pytanie, czy w tej sytuacji nie byłoby podstaw do zaoferowania przez dostawców lepszych cen sklepom stacjonarnym, które rekompensowałyby ich zaangażowanie w promocję sprzedaży produktów offline, wpływającą pozytywnie także na sprzedaż online. Inny przykład, który pokazuje, że tradycyjne prawo konkurencji nienależycie uwzględnia specyfikę e-handlu, to kwestia wymiany informacji między przedsiębiorcami. W świetle orzecznictwa dotyczącego handlu offline zbieranie i wymiana informacji o konkurentach to bardzo wrażliwy problem. Jeśli komunikacja związana z w wymianą informacji jest zbyt częsta, za bardzo ustrukturyzowana i zawierająca zbyt szczegółowe dane o konkurentach, może to powodować nadmierną transparentność rynku, a tym samym prowadzić do naruszenia prawa konkurencji. Tymczasem w internecie mamy programy, które skanują strony, porównują ceny i warunki sprzedaży i w ciągu paru minut, czy wręcz sekund, można w ten sposób uzyskać pełen obraz rynku. Jak zatem oceniać ten zautomatyzowany proces zbierania i przekazywania informacji w świetle tradycyjnego podejścia prawa konkurencji? Jest jeszcze wiele innych problemów wynikających z prowadzenia handlu na internetowych platformach sprzedażowych, jak porozumienia, na podstawie których „okienka” niektórych sprzedawców otwierają się szybciej bądź prezentowane zdjęcia produktów mają lepszy kontrast niż zdjęcia konkurencyjnych produktów. Obawiam się, że orzeczenia antymonopolowe sprzed kilkudziesięciu lat wypracowane w sprawach dotyczących dystrybucji np. bananów mogą być niewystarczające dla rozstrzygania kwestii związanych z komunikacją internetową.


Pozostało jeszcze 64% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama