Ministerstwo Finansów cały czas szuka pomysłów, jak obniżyć dług publiczny. W tym roku jest w komfortowej sytuacji, bo ma już 70 proc. ze 169 mld zł, które trzeba pożyczyć od inwestorów i międzynarodowych instytucji finansowych. Wszystko wskazuje na to, że do sfinansowania może być jeszcze mniej. Na budżetowe rachunki wpłynęła już bowiem rekordowa wpłata z zysku NBP. To 8,74 mld zł, których resort finansów nie uwzględniał w kalkulacjach. Na mniejszy wzrost zadłużenia pozwalają też bijące plany wpływy z podatków.

Urzędnicy nie spoczywają jednak na laurach. Wciąż poszukują sposobów na pożyczanie po jak najniższym koszcie. Ale także w taki sposób, który nie wpłynie na statystyki zadłużenia. Z informacji DGP wynika, że nowy pomysł zakłada przygotowanie emisji private placement, czyli dla konkretnego inwestora. Kupującym będzie Bankowy Fundusz Gwarancyjny.

– Zakładamy, że do pierwszej takiej emisji dojdzie już w lipcu. Wartość obligacji dla BFG, jaką założono w planie finansowania MF na drugą połowę tego roku, to 2 mld zł – mówi nasz informator z kręgów rządowych.

Projekt pilotażowy

Z punktu widzenia resortu finansów transakcja ma same zalety, ale korzyści osiągnie też fundusz. Zgodnie z przepisami może on lokować pieniądze wyłącznie w bezpiecznych instrumentach, jak papiery wartościowe sprzedawane przez resort finansów, NBP oraz rządy i banki centralne Unii Europejskiej czy OECD. Z ostatniego dostępnego raportu rocznego BFG (za 2015 r.) wynika, że w skarbowych papierach wartościowych miał ulokowane 10,6 mld zł, o prawie 1 mld zł więcej niż rok wcześniej. Drugą pozycją w aktywach funduszu były bony pieniężne NBP o wartości 1,4 mld zł.

Kwota planowanej emisji nie jest duża. Ale pomysł MF można potraktować jako projekt pilotażowy takiego finansowania potrzeb pożyczkowych, które nie zwiększa długu publicznego. Emisja kierowana do podmiotu z sektora finansów publicznych, jakim jest Bankowy Fundusz Gwarancyjny, dla statystyk długu publicznego jest niewidoczna. Następuje konsolidacja: rząd zadłuża się u instytucji, która dysponuje publicznymi środkami. Odpowiednia część potrzeb pożyczkowych centralnego budżetu jest finansowana. Ale dług rozumiany jako wielkość zobowiązań sektora publicznego „na zewnątrz” się nie zwiększa, czyli zadłużenie statystycznie rośnie wolniej.

To ważne, bo mimo spadku deficytu sektora rządowego i samorządowego z 2,6 proc. PKB w 2015 r. do 2,4 proc. rok później dług liczony metodą unijną wzrósł w tym czasie z 51,1 proc. do 54,4 proc. PKB.

– Z punktu widzenia resortu finansów będzie to też dodatkowa możliwość pozyskania finansowania po niższym koszcie niż przy standardowych przetargach obligacji – twierdzi nasz informator.

Skorzysta i resort, i BFG

Dla BFG uszyta zostanie emisja prywatna papierów zmiennoprocentowych z rosnącą marżą i wbudowaną opcją pozwalającą w dowolnym momencie zażądać od MF ich wykupienia (to istotny zapis na wypadek konieczności uruchomienia środków z BFG przy problemach sektora bankowego). To będzie jednak wiązało się z utratą części marży. Jeśli fundusz zdecyduje się trzymać papiery aż do terminu wykupu, osiągnie wyższe odsetki. Z punktu widzenia BFG to niejedyna korzyść: oprócz elastyczności w dysponowaniu środkami ulokowanymi w specjalne obligacje, fundusz zyska papiery o wyższej rentowności niż bony pieniężne emitowane przez NBP. Gdyby rentowność nowych obligacji odpowiadała dochodowości dwuletnich obligacji skarbowych, to inwestując 2 mld zł, fundusz zarobiłby w skali roku ok. 40 mln zł więcej, niż kupując bony NBP.

Cały zysk BFG za 2015 r. nie przekroczył 450 mln zł.

– To sytuacja win-win i dla resortu finansów, i dla BFG. Fundusz dostanie emisję obligacji długoterminowych, co pozwoli mu zarobić na nich więcej. Jeśli będzie potrzebował gotówki, wówczas my je wykupujemy i zabezpieczamy się przed nagłą podażą papierów na rynku wtórnym – przekonuje nasze źródło.

Głównym źródłem wpływów BFG są wpłaty banków i SKOK-ów. W tym roku banki wpłacą do funduszu blisko 2,1 mld zł. Na fundusz gwarancyjny na 2017 r. trafi 0,9 mld zł, a na fundusz przymusowej restrukturyzacji 1,18 mld zł, które banki muszą wpłacić do 20 lipca. Właśnie dlatego resort finansów szykuje emisję na przyszły miesiąc. 

Mniejsza potrzeba zagranicy

Emisja kierowana do BFG oznaczać będzie zwiększenie roli krajowych inwestorów w strukturze rynku obligacji. Pośrednio za BFG stoi bowiem krajowy sektor finansowy. Jego rola systematycznie zwiększa się od wprowadzenia podatku bankowego. Na koniec 2015 r. do banków należało ok. 33 proc. złotowych obligacji Skarbu Państwa. Inwestorzy zagraniczni mieli niemal 40 proc. Na koniec kwietnia banki mają już niemal 40-proc. udział, a zagranica niewiele ponad 34-proc. Resort finansów wielokrotnie podkreślał, że zagraniczni gracze obecni na krajowym rynku długu to na ogół stabilni inwestorzy długoterminowi. Mimo to zbyt duże uzależnienie od nich narażało nas na gwałtowne odpływy kapitału, gdy na globalnych rynkach pojawiały się jakieś zawirowania.

Im więcej krajowych źródeł finansowania, tym mniejsza potrzeba sprzedaży obligacji w walutach obcych. Dług zagraniczny stanowi ok. 32 proc. długu publicznego. Z punktu widzenia finansów państwa to czynnik ryzyka, bo w przeliczeniu na złote jego wartość może skokowo wzrosnąć w przypadku znaczącego osłabienia naszej waluty. Właśnie dużym udziałem długu zagranicznego w strukturze i silnym osłabieniem złotego resort finansów tłumaczy dynamiczny wzrost długu w 2016 r. W I kw. tego roku złoty się umocnił, a wartość walutowej części długu zmalała o 17,8 mld zł, czyli o ok. 5,3 proc.