Na GPW bezkrólewie panuje już od kilku miesięcy. Pod koniec zeszłego roku nadzorujące spółkę Ministerstwo Rozwoju postanowiło o odwołaniu prezes Małgorzaty Zaleskiej. Formalnie decyzję w tej sprawie walne zgromadzenie giełdy podjęło w styczniu. Ostatecznie straciła stanowisko w połowie marca, kiedy zgodę na jej dymisję wyraziła KNF. Rada nadzorcza GPW do pełnienia obowiązków szefa spółki na trzy miesiące wyznaczyła ze swego składu Jarosława Grzywińskiego. Przed poniedziałkowym walnym zgromadzeniem, które wybierze nowego prezesa, warszawski prawnik jest też jedyną osobą oficjalnie aspirującą do tej funkcji.

Ma on jednak ograniczone szanse na zwycięstwo. Choć w wypowiedziach prasowych podkreśla, że z rynkiem kapitałowym związany jest od 17 lat i jest członkiem rad nadzorczych spółek organizujących obrót instrumentami finansowymi (jest wiceprezesem rady GPW, zasiada w organach nadzoru Bondspot i Towarowej Giełdy Energii, spółek zależnych od giełdy), to nie zebrał wymaganego przez prawo trzyletniego stażu pracy w instytucjach rynku finansowego.

– Zasiadanie w radach nadzorczych nie jest wyłączone z wliczania do stażu pracy. Każdy przypadek wymaga jednak zbadania, np. jaki stosunek prawny łączył kandydata ze spółką. W ramach obliczania trzyletniego stażu pracy nie sumuje się pracy kandydata świadczonej w tym samym czasie w różnych innych instytucjach – wyjaśnia Jacek Barszczewski, rzecznik KNF.

Grzywiński do rady GPW wszedł w styczniu 2016 r. Jeśli KNF cały ten okres zaliczy mu do stażu pracy, to i tak do wymaganych przez ustawodawcę trzech lat brakuje ponad 18 miesięcy. „Drugi obszar działalności zawodowej stanowi stała współpraca z dwoma podmiotami nadzorowanymi przez KNF (przez łączny okres prawie czterech lat). Obie grupy instytucji stanowią w ocenie dwóch autorytetów (profesorów zwyczajnych prawa spółek handlowych) instytucje rynku finansowego” – możemy przeczytać w ekspertyzie, którą kandydat na prezesa GPW wysłał nam, gdy poprosiliśmy o szczegółowe informacje o jego doświadczeniu zawodowym.

Czy to wystarczy do przekonania KNF? Na początku roku nadzorca rynku, z powodu niewystarczającego doświadczenia, nie zaakceptował kandydatury Rafała Antczaka. Byłemu członkowi zarządu polskiego oddziału Deloitte do wymaganego progu zabrakło kilku miesięcy (był wysokim rangą menedżerem w PZU).

Ale z naszych informacji wynika, że KNF raczej nie będzie musiała analizować życiorysu Grzywińskiego. Lista osób do fotela prezesa GPW wciąż się wydłuża i liczy już 10 nazwisk, a Grzywiński nie jest wymieniany wśród faworytów.

Tak jak Stanisław Kluza, który na giełdzie kandydatów pojawił się po zakończeniu w zeszłym tygodniu kadencji prezesa Banku Ochrony Środowiska. Były szef KNF i były minister finansów prezesem GPW miał zostać już w zeszłym roku, kiedy po wygranych przez PiS wyborach zrezygnował Paweł Tamborski. Wtedy wybór padł jednak na Małgorzatę Zaleską. Obecnie wyżej oceniane są szanse członków rady nadzorczej GPW – Marka Dietla, społecznego doradcy prezydenta Andrzeja Dudy i członka zarządu Instytutu Sobieskiego (warszawski think tank to kadrowe zaplecze rządu PiS), czy nawet jej przewodniczącego Wojciecha Nagela – Grzywiński jest jego najbliższym współpracownikiem na GPW.

– Walka o podział stanowisk na GPW między rywalizującymi ze sobą w obozie władzy grupami interesów jest zacięta. Decyzja, kto będzie prezesem, nie zapadła. Układanka jest skomplikowana, bo do obsadzenia są też stanowiska w radzie nadzorczej, której kończy się kadencja. Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że negocjacje będą trwały do niedzieli – uważa osoba znająca mechanizmy podejmowania decyzji personalnych w rządzie PiS.

Temperatura wokół GPW rośnie, bo z naszych informacji wynika, że tym razem głosy z akcji Skarbu Państwa na walnym będzie wykonywał urzędnik Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a nie przedstawiciel Ministerstwa Rozwoju. Gdy w styczniu zlikwidowano Ministerstwo Skarbu Państwa, to GPW trafiła do resortu wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Ale ustawa o zarządzaniu mieniem państwowym wzmocniła pozycję szefa rządu w nadzorze nad firmami z udziałem państwa. Premier tak jak może nadzór nad państwowymi spółkami przekazać ministrom, tak samo może go zabrać. Z tego uprawnienia Beata Szydło skorzystała w przypadku PZU, przejmując kontrolę nad największym krajowym ubezpieczycielem z rąk Mateusza Morawieckiego. Podobnie ma być z GPW.

– To nie znaczy, że decyzję o tym, kto będzie prezesem GPW, osobiście podejmie premier. Choć ostatnio frakcja, którą ona reprezentuje, zyskuje, ograniczając wpływ ludzi związanych z wicepremierem Morawieckim – dodaje nasz rozmówca. ⒸⓅ

Walka jest zacięta, bo do obsadzenia są też stanowiska w radzie nadzorczej

Kto nie otrzyma absolutorium

Na podsumowującym działalność GPW w 2016 r. poniedziałkowym walnym zgromadzeniu akcjonariusze będą głosować także nad udzieleniem absolutorium menedżerom spółki. Z reguły tylko w wyjątkowych sytuacjach (np. w przypadku odbiegających w dół od oczekiwań właścicieli wyników finansowych) członkowie zarządów i rad nadzorczych mają kłopoty z uzyskaniem pozytywnej oceny od akcjonariuszy. Ale w zeszłym roku okazało się, że w przypadku spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa ta reguła nie obowiązuje. Po przejęciu władzy przez PiS absolutorium za 2015 r. nie otrzymało wielu menedżerów kojarzonych z poprzednią koalicją PO-PSL – na przykład szef PZU Andrzej Klesyk czy prezes GPW Paweł Tamborski. Teraz zagrożona jest również Małgorzata Zaleska, która szefową giełdy została z rekomendacji obecnego rządu w lutym zeszłego roku. Brak skwitowania miałby być swoistą „karą” za to, że kierowany przez Zaleską zarząd nie zwołał pod koniec zeszłego roku walnego zgromadzenia, które miało wymienić prezesa GPW. Domagało się tego Ministerstwo Rozwoju, które ostatecznie doprowadziło do zgromadzenia udziałowców bez pośrednictwa zarządu, na podstawie statutu spółki. Brak absolutorium może oznaczać problemy ze zdobyciem wysokich stanowisk menedżerskich w przyszłości.