Sobotni poranek, 29 kwietnia 2017 r. Biznesmen Jacek Gleba odbiera telefon. Dzwoni podkomisarz z jednego z warszawskich posterunków.

– Czy jest pan prezesem spółki X? – pyta.

– Tak, od 10 lat – odpowiada Gleba. A następnie dowiaduje się, że już nim nie jest. Od wczoraj. Tak przynajmniej wynika z danych wpisanych do Krajowego Rejestru Sądowego. Gdy przedsiębiorca pyta, jak to możliwe, funkcjonariusz tłumaczy, że 28 kwietnia, czyli w dniu wprowadzenia zmiany w rejestrze, w jednym z banków został zatrzymany mężczyzna przedstawiający się jako prezes spółki. Na szczęście pracownica banku dostrzegła, że posługiwał się fałszywym dowodem osobistym, i powiadomiła policję. Znaleziono przy nim kilka pieczątek łudząco podobnych do tych, których używali prawowici zarządzający.

Mimo to prokurator uznała, że nie ma podstaw do zatrzymania uzurpatora – wystarczy wszcząć postępowanie, które zapewne zakończy się postawieniem zarzutów. Mężczyzna został zwolniony do domu. I nadal był wpisany w rejestrze jako prezes spółki, którą od 10 lat zarządza Gleba.

Wtorek, 2 maja. Wszyscy urzędnicy świętują.

Środa, 3 maja: święto.

Czwartek, 4 maja. Jacek Gleba dociera do KRS. W nim dowiaduje się, że najlepiej zrobi, jeśli umówi się na kolejny tydzień na rozmowę z prezesem sądu. Nie odpuszcza. Pokazuje oświadczenie hiszpańskiego wspólnika, poświadczone przez notariusza z Barcelony, w którym Hiszpan zapewnia, że żadnego prezesa spółki nie wymieniał. W efekcie jeden z sędziów postanawia o wykreśleniu uzurpatora z rejestru.

„Dotychczasowy członek zarządu wykazał, że złożony przy wniosku protokół ze zgromadzenia wspólników został sfałszowany” – czytamy w orzeczeniu.

Spółka wraz z majątkiem jest bezpieczna, ale system nie. Od stycznia 2015 r., gdy – w ramach ułatwień dla przedsiębiorców – postanowiono, że do zmiany zarządu nie potrzeba podpisu notarialnie poświadczonego. Wystarczy zwykły. Nie trzeba też składać wzorów podpisów dla porównania.

Sędziowie apelowali wtedy, aby nie przyjmować mało istotnych uproszczeń, które mogą doprowadzić do kradzieży spółek. Bezskutecznie. Politycy byli mądrzejsi.

Prawnicy są podzieleni co do tego, czy zmiany legislacyjne powinny iść w kierunku upraszczania życia przedsiębiorcom, jeśli zwiększa to ryzyko nadużyć

Część ekspertów nie ma wątpliwości: należy zmniejszać obciążenia dla ogółu. Z patologicznymi przypadkami oszustw powinny walczyć prokuratura i policja. Nie można zaś utrudniać życia wszystkim i tworzyć przepisów z perspektywy walki z uzurpatorami.

Inni twierdzą jednak, że skoro doskonale wiemy, że śledczy i służby nie radzą sobie z przestępczością białych kołnierzyków, z upraszczaniem procedur trzeba uważać. Marnym pocieszeniem dla tych, którzy stracą majątek swojego życia, będzie to, że pozostali mogą odrobinę szybciej i trochę taniej zmienić wpis do rejestru.

Praktyka inna niż przepis

Do 15 stycznia 2015 r. do wniosku o zmianę osób upoważnionych do reprezentowania spółki należało dołączyć uwierzytelnione notarialnie albo złożone przed sędzią lub upoważnionym pracownikiem sądu wzory podpisów osób upoważnionych do reprezentowania tego podmiotu. Uchylony już art. 11 ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 700) przewidywał, że w aktach rejestrowych prowadzi się zbiór wzorów podpisów – by można było łatwo porównać, czy wniosek złożyła właściwa osoba.

Doktor Mariusz Bidziński, szef departamentu prawa gospodarczego w kancelarii Chmaj i Wspólnicy, przypomina jednak, że obowiązek sobie, a praktyka sobie. Mimo prowadzenia zbioru podpisów w sądach rejestrowych wcale ich nie porównywano. Sędziowie i pracownicy obarczeni ogromem zadań i niemający specjalistycznej wiedzy z zakresu porównywania pisma ręcznego przyjmowali za pewnik, że wniosek składa osoba do tego uprawniona.

– Co w konsekwencji przesądziło o likwidacji wymogu składania do akt wzorów podpisów – wyjaśnia dr Bidziński. Jego zdaniem – słusznie.

Nowelizacja kodeksu spółek handlowych i niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2015 r. poz. 4) zliberalizowała zasady. Teraz wystarczy jedynie dołączyć zgodę osób powoływanych w skład organu. Zbędna jest wizyta u notariusza.

– Zmiana wymaganych dokumentów potrzebnych do dokonania wpisu przyniosła ze sobą korzyści dla przedsiębiorców w postaci odformalizowania procedury, zmniejszenia kosztów, braku wymogu odwiedzenia notariusza czy sądu osobiście – zaznacza ekspert.

Nieuwzględniony alarm

Z tym stanowiskiem nie zgadza się radca prawny Łukasz Ozga, partner w kancelarii Płonka Ozga. Uważa on, że zagrożenie dla pewności obrotu w postaci prób nielegalnego przejmowania spółek jest większe niż korzyści płynące z uproszczenia procedury. I przypomina, że ustawodawca na przełomie 2014 i 2015 r. całkowicie pominął stanowisko Krajowej Rady Sądownictwa z 7 listopada 2014 r. Podkreślała ona znaczenie obowiązku składania wzorów podpisów dla zabezpieczenia interesów tak samej spółki, jak i osób trzecich, które przy okazji mogą paść ofiarą oszustów (np. kontrahent, który przekaże pieniądze za dostarczony przez spółkę towar nie prawowitym jej właścicielom, lecz uzurpatorowi). KRS alarmowała wówczas, że uchylenie obowiązków wpłynie w negatywny sposób na bezpieczeństwo obrotu.

– Stanowisko to należy w pełni poprzeć. Rejestr sądowy o jawnym charakterze został utworzony po to, aby uczestnikom obrotu gospodarczego zapewnić odpowiedni poziom bezpieczeństwa. Tymczasem rejestr nie może realizować zasady bezpieczeństwa obrotu, jak również swych informacyjnych funkcji, gdy sam w sobie może stanowić narzędzie wykorzystywane do popełniania nadużyć – przekonuje mec. Ozga.

Tym bardziej że akurat uproszczenie w zakresie wniosku o zmianę składu zarządu jest tym, które w praktyce jest szalenie rzadko wykorzystywane przez przedsiębiorców. I wizyta u notariusza raz na kilka lat nie stanowiłaby zdaniem eksperta nadmiernego obciążenia.

Złotego środka szuka radca prawny Krzysztof Marczuk, wspólnik w kancelarii GESSEL. Przyznaje, że nowelizacja ustawy nie zabezpiecza przed działaniami oszustów. Trzeba się jednak jego zdaniem zastanowić, czy rozwiązaniem jest tworzenie kolejnych wymogów dla ogółu przedsiębiorców.

– Niestety, dla oszusta będą to tylko kolejne przeszkody, a dla przedsiębiorców staną się barierami utrudniającymi prowadzenie działalności gospodarczej – twierdzi mec. Marczuk. Proponuje więc, by zastanowić się nad rozwiązaniem kompromisowym. Na przykład nad wprowadzeniem wymogu udostępniania wzorów podpisów osób zarządzających w elektronicznym katalogu dokumentów, o którym mowa w art. 8a ustawy o KRS. Mogłoby wówczas powstać elektroniczne repozytorium. Jakkolwiek nie zabezpieczałoby to w pełni przed próbami nielegalnego wpisania się do rejestru przez oszusta, ryzyko ze względu na jawność udostępnionych sądowi rejestrowemu danych byłoby mniejsze.

Trend regulacyjny

W ostatnich miesiącach można zaobserwować odwrót od uproszczeń dla spółek kapitałowych, na rzecz zwiększania bezpieczeństwa obrotu. Dowodem na to jest podpisana kilka dni temu przez prezydenta nowelizacja kodeksu spółek handlowych. Ma być odpowiedzią na rosnącą liczbę nadużyć przy zawiązywaniu spółek z ograniczoną odpowiedzialnością przez internet.

Dotychczas do ich zawiązania wystarczyło złożenie zwykłego podpisu elektronicznego. Ustawodawca postanowił zlikwidować tę możliwość, gdyż zdarzały się przypadki tworzenia podmiotów na osoby, które nie miały o tym pojęcia. Po wejściu w życie nowych przepisów (zaczną obowiązywać po upływie 30 dni od dnia ogłoszenia ustawy, co jeszcze nie nastąpiło) konieczne do zawarcia umowy spółki w systemie teleinformatycznym będzie opatrzenie jej kwalifikowanym podpisem elektronicznym albo potwierdzonym profilem zaufanym ePUAP. 

OPINIA

Kluczem jest działanie prokuratury

Jestem przeciwny zaostrzaniu regulacji z powodu występowania pojedynczych nieprawidłowości. To sprawa dla prokuratury, która być może nie zawsze ma świadomość jej wagi, a nie dla ustawodawcy. Nie należy utrudniać życia setkom tysięcy obywateli tylko dlatego, że gdzieś znalazł się uzurpator. Pamiętajmy o tym, że z prawnego punktu widzenia liczy się akt powołania, a nie nawet wpis do rejestru, który jedynie korzysta z domniemania prawdziwości. W omawianym przypadku aktu powołania nie było. Mamy więc do czynienia z uzurpatorem, który w świetle przepisów nie ma żadnych uprawnień. Problemem nie są więc przepisy czy to kodeksu spółek handlowych, czy ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym. Problemem może być natomiast niewykorzystywanie narzędzi, które ustawodawca stworzył. Prokuratura w przypadku powzięcia informacji o możliwej uzurpacji powinna poinformować o tym sąd rejestrowy. Ten wówczas, zgodnie z art. 23 ust. 2 ustawy o KRS, powinien zbadać, czy dane są zgodne z rzeczywistością. Istotna jest właśnie informacja z prokuratury, gdyż trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której sąd rejestrowy sam z siebie porównuje wszystkie podpisy. Nie pracują w nim przecież biegli z zakresu analizy pisma ręcznego. 

ROZMOWA

Sąd rejestrowy bezkrytycznie zarejestrował to, co dostał

Jacek Gleba prezes ICM Poland

Kto pana zdaniem ponosi odpowiedzialność za to, że tak łatwo można przejąć w Polsce spółkę?

To nie jest pierwszy przypadek, z jakim spotykam się w Polsce odnośnie do niedostatecznego bezpieczeństwa prowadzenia biznesu, które powinno być zapewnione przez administrację. Za taką sytuację winę ponosi wiele podmiotów. Istotna jest też tradycja funkcjonowania administracji w oparciu o pewne ustalone przez siebie reguły, które bardzo rzadko mają na względzie ich realne konsekwencje. W tym przypadku sąd rejestrowy bezkrytycznie zarejestrował to, co dostał. Byłoby lepsze dla wszystkich, gdyby zajmował się nie tylko rejestrowaniem, lecz także sprawdzaniem prawdziwości wniosków o wpis, porównywał podpisy złożone przez wspólników w momentach rejestracji oraz wniosku o zmianę wpisu. W przeciwnym razie po co nam sąd rejestrowy? Mamy olbrzymi dysonans procedur. Można odnieść wrażenie, że bardziej skomplikowane jest odebranie listu na poczcie niż zmiana zarządu w spółce. Problemu i realnego zagrożenia popełnienia przestępstwa kradzieży mienia znacznej wartości nie zrozumiała także prokuratura. Sytuacja, w której osobę, ewidentnie przygotowującą tego rodzaju oszustwo po prostu wypuszcza się na wolność bez najmniejszego ruchu ze strony organów ścigania celem zabezpieczenia interesów strony potencjalnie oszukanej, jest niedopuszczalna. Przede wszystkim jednak to wina ustawodawcy, który – jak widać – nie do końca zrozumiał rolę i odpowiedzialność zarządu w spółce i sprowadził tę funkcję do roli osoby „podpisującej w imieniu”. W momencie kiedy ustawodawca nie jest w stanie przewidzieć i przeanalizować konsekwencji ustalanych aktów prawnych, naraża nas wszystkich na olbrzymie ryzyko i absurdy prawne, w których toniemy.

Ustawodawca tłumaczył, że zmienia przepisy, by przedsiębiorcom żyło się łatwiej.

Tak, znam to uzasadnienie. I ma się ono nijak do rzeczywistości. Bo proszę sobie odpowiedzieć na pytanie, jak często w spółkach zmienia się zarząd. Raz na 3 lata? Raz na 5 lat? Nigdy? To jedno z najważniejszych działań, a jednocześnie sporadyczne. Nie wydaje mi się, by nadmiernym utrudnieniem było pójście w tej sprawie do notariusza. Z drugiej strony nakłada się coraz to nowe obowiązki, raportowania, deklaracje i tym podobne, jak choćby ostatnio widoczna tendencja powrotu do deklaracji miesięcznych. To są realne obciążenia generujące koszty i zmniejszające konkurencyjność. To, że politycy nie rozumieją, na czym polega prowadzenie biznesu, jest przerażające.

Wspomniał pan o winie prokuratury.

Tak, w moim przypadku zupełnie nie zrozumiała wagi problemu. Zatrzymany przez policję mężczyzna został wypuszczony, a prokurator nie poinformował o sytuacji sądu rejestrowego ani nie zrobił absolutnie nic, żeby w tej sytuacji zapobiec przestępstwu, które było w pełni przygotowane. W praktyce więc możliwe było, że ta osoba jeszcze raz mogła spróbować przejąć majątek spółki. Po jego zabezpieczeniu, wskutek podjętych przeze mnie i mojego wspólnika kroków, do dzisiaj – według mojej wiedzy – prokuratura nie podjęła żadnych działań. Kilkanaście dni po całym zajściu usłyszałem między innymi, że niemożliwe jest spotkanie z panią prokurator, bo „wszystkich musi ona traktować równo (oszukujących i oszukiwanych), a poza tym nie wiadomo jeszcze, czy w ogóle jesteśmy w tej sprawie pokrzywdzeni”. Sam fakt bezprawnej zmiany zarządu i próby kradzieży majątku spółki nie wydawał się wystarczająco jednoznaczny. Odniosłem wrażenie, że w tej sprawie bardziej broniono interesów przestępców niż bezpieczeństwa pokrzywdzonych. Ale być może takie mają procedury...

Pana zdaniem ustawodawca powinien zaostrzyć wymogi przy wpisie do KRS zmieniając zarząd?

Powinien zwiększyć bezpieczeństwo obrotu gospodarczego w sposób racjonalny. Na przykład do zmiany zarządu w wielu krajach UE wymagany jest akt notarialny lub co najmniej podpisy notarialnie poświadczone i nikt nie postrzega tego jako utrudnienie. To jest czynność sporadyczna o wysokim ryzyku dla firm. Z drugiej strony mamy całą masę czynności z przedziwnymi wymogami. Zabezpieczenia procesów na zasadzie „podpisów czytelnych” i pieczątek są co najmniej archaiczne, a kwitnące w obiegu zwyczaje, jak np. wysyłanie faktur listem poleconym dowodzą tylko i wyłącznie, jak daleko jesteśmy w tyle we wdrożeniu współczesnych modeli wymiany dokumentów.

Poza tym wadliwy jest system, w którym osoba powoływana w skład zarządu nie jest pytana o zgodę, informowana. Na tej zasadzie mogłoby się okazać, że zostałby pan powołany na stanowisko prezesa jakiejś spółki. Tylko po to, by w tej spółce rozpoczęto nielegalną działalność, np. rozkręcono karuzelę VAT-owską. Policja i prokuratura w pewnym momencie przyszłyby do pana. I to pan musiałby się miesiącami, a być może nawet latami tłumaczyć, że nie miał pan nic wspólnego z oszustwem, a prezesem spółki został, nawet o tym nie wiedząc.

Nie możemy patrzeć na bezpieczeństwo obiegu gospodarczego tylko z punktu widzenia administracji, która ma tendencję do zbierania informacji i dokumentów bez względu na to, czy mają one znaczenie, czy nie i czy komukolwiek są potrzebne. Niedopuszczalne są opinie, jak jednego z polityków w TV, który orzekł, że „firmy i tak mają biura księgowe, które im to wszystko załatwią...” – dowodzi to absolutnego niezrozumienia tematu.