NIERUCHOMOŚCI

Warszawska Praga-Północ ma dziś ponad 11 tys. mieszkań komunalnych, w których mieszka co trzecia praska rodzina. Wydatki tej dzielnicy na Zakład Gospodarowania Nieruchomościami to rocznie 94 mln zł. Wpływy z czynszów natomiast to jedynie 23 mln zł. Do tego blisko 3 tys. rodzin nie płaci komornego przez co najmniej 3 miesiące. Ich zadłużenie wynosi dziś ponad 54 mln zł i to bez odsetek. Dług ten miesięcznie przyrasta o 800 tys. zł. Na tym jednak nie koniec.

Praga co roku wydaje bowiem krocie na poprawę kondycji swoich nieruchomości. Wydatki na remont pustostanów to 18 mln zł rocznie. Remont mieszkań w budynkach wspólnotowych, w których miasto ma udział, to kolejne 20 mln zł. Do tego dochodzi jeszcze program rewitalizacji, w którym wstępnie znajdują się 83 budynki, a koszt ich odnowienia wynieść ma co najmniej 550 mln zł.

Budżet drenują również koszty wykwaterowań budynków będących w ocenie nadzoru budowlanego w niewłaściwym stanie technicznym, a także tych znajdujących się w obrębie dużych inwestycji, np. budowy metra.

Zupełnie inny temat to reprywatyzacja i konieczność zapewnienia lokali mieszkańcom ze zwracanych kamienic. Dodać do tego należy setki praskich rodzin, które czekają na lokal od miasta. A także tych, którzy oczekują na zmianę komunalnego lokum. Nie ma bowiem co ukrywać – w niektórych mieszkaniach warunki są naprawdę trudne: nie są odnowione, nie w pełni doposażone w media i centralne ogrzewanie, często zagrzybione.

Diagnoza: Praga-Północ dojrzała do kompleksowych zmian w zakresie gospodarowania mieszkaniami komunalnymi. Pomysł na rozwiązanie problemu ma jej burmistrz Wojciech Zabłocki. Jego zdaniem osobom oczekującym na lokal od miasta można by było zaproponować bon pieniężny, za który mogliby wynająć mieszkanie na wolnym rynku. Do swojego pomysłu będzie chciał przekonać radę miasta.

– Chętnie poznamy szczegóły. Na pierwszy rzut oka wygląda jednak, że propozycja może być niezgodna z ustawą o ochronie praw lokatorów. Nie daje ona bowiem możliwości przekazania mieszkańcom środków pieniężnych na wynajęcie lokalu. Wprost mówi o konieczności zapewnienia lokalu – usłyszeliśmy od Bartosza Milczarczyka, rzecznika prasowego Urzędu m.st. Warszawy.

Według opinii prawnych przygotowanych przez dzielnicę furtka w prawie jednak jest. Na rozwiązanie z zainteresowaniem patrzą też lokatorzy.

– Jest to ciekawa propozycja. Tym bardziej że lokali komunalnych brakuje, o czym świadczą problemy ze znalezieniem mieszkań dla osób z wyrokami eksmisyjnymi. Wysokość bonu musiałaby jednak zagwarantować realną możliwość wynajęcia mieszkania na rynku. Pomoc musi być dostosowana do warunków finansowych lokatorów – komentuje Piotr Ciszewski z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów.

I dodaje, że czeka na szczegóły pomysłu. ⒸⓅ

ROZMOWA

To rozwiązanie sprawi, że ludzie zaczną żyć w normalnych warunkach

Praga-Północ to dzielnica, która inwestuje w nieruchomości, nie otrzymując zwrotu wydatków, z zadłużonymi mieszkańcami, w większości niezadowolonymi z lokali, w których mieszkają. Nie wygląda to optymistycznie. Jaki ma pan pomysł, by przeciąć ten węzeł gordyjski?

Doszedłem do wniosku, że zamiast wydawać miliony złotych na ZGN i utrzymywać rozbudowaną administrację, która na Pradze liczy ponad 220 osób, można jako alternatywę zaproponować rodzinom oczekującym na lokale komunalne bony mieszkaniowe. Zleciłem też analizy. Dziś jestem przekonany, że miasto i warszawscy podatnicy nie muszą dalej wydawać 100 mln zł rocznie na funkcjonowanie mieszkalnictwa na Pradze-Północ.

Jak system bonów miałby działać? Jak obliczana ma być wysokość pomocy?

Zasada byłaby prosta i oparta na algorytmie z ustawy, na podstawie której wypłaca się dziś dodatki mieszkaniowe. Gdybym zaproponował rodzinom powiedzmy 1000 zł miesięcznie i powiedział: możecie za te pieniądze wynająć mieszkanie na wolnym rynku w całej Warszawie lub z zasobu miejskiego, taka rodzina nie musiałaby już czekać dwa czy trzy lata na wskazanie mieszkania. Nie traciłaby też czasu na odwoływania, gdy nie podobałoby się jej przydzielone lokum. Sama decydowałaby, gdzie mieszka. Co więcej, do tego 1000 zł mogłaby zawsze dołożyć pieniądze, by móc wybrać mieszkanie o większej powierzchni czy lepszym standardzie.

Mówi pan o bonach w wysokości 1000 zł, rozumiem jednak, że będzie mogło się okazać i tak, że ktoś dostanie jedynie 200 zł, bo tak wyjdzie z algorytmu?

Myślę, że kwota 200 zł nie stanowiłaby realnej pomocy. Wypłata bonów powinna rozpoczynać się od jakiejś rozsądnej kwoty. Powiedzmy 800 zł. Należy pamiętać, że wyliczając dodatek mieszkaniowy, bierze się pod uwagę zarobki, liczbę dzieci, status osób starających się o wsparcie. Możliwe więc, że dana rodzina będzie na tyle majętna, iż bon wysokości 800 zł powinien jej wystarczyć, by wynająć mieszkanie z prywatnych rąk. Nikt do jego wzięcia nie będzie jednak nikogo zmuszał. To propozycja. Lokatorzy będą musieli przekalkulować, czy wolą otrzymać mieszkanie komunalne i płacić za nie, powiedzmy, 400 zł czynszu, czy wziąć bon o wartości 1000 zł i szukać mieszkania poza systemem miejskim. Są osoby, które w kamienicach niepodłączonych do sieci ciepłowniczej płacą za sam sezon grzewczy 3 tys. zł. Są to potworne pieniądze. Dla nich taki bon może stanowić realne wsparcie i możliwość znalezienia mieszkania w budynku z centralnym ogrzewaniem. Ten bon da im możliwość, by zaczęli żyć w normalnych warunkach.

Co trzeba zrobić, aby taki system wprowadzić?

Aktualnie myślę o pilotażu na terenie Pragi-Północ. Do jego rozpoczęcia potrzebna jest uchwała rady miasta, która zezwoli na to, by ludziom uprawnionym do mieszkań komunalnych alternatywnie wydawać bony mieszkaniowe. Taka uchwała powinna mieć na przykład 2-letnie vacatio legis, z którego wyłączona powinna zostać właśnie Praga-Północ jako dzielnica, w której prowadzony miałby być pilotaż. Systemem moglibyśmy na początku objąć 100 rodzin. Załóżmy, że każda dostanie te 1000 zł miesięcznie. Daje to 1,2 mln zł rocznie, co stanowi 0,3 proc. naszego budżetu. Nie jest więc to duża suma. Uchwała określić powinna też czas, przez jaki bony miałyby być wydawane. Racjonalne wydaje się, aby przyznawane były corocznie.

Dla kogo bony byłyby przeznaczone?

W programie pilotażowym byłaby to oferta dla rodzin dopiero oczekujących w kolejce na przyznanie lokali komunalnych. Jeżeli system się sprawdzi, będą mogli skorzystać z nich i aktualni mieszkańcy lokali, o ile będą spełniać kryteria. Bony powstaną jednak przede wszystkim z myślą o osobach młodych, które zakładają rodziny i chcą się usamodzielnić. Bony mieszkaniowe dadzą im pomoc, bez konieczności tkwienia w systemie komunalnym do końca życia. Ci, którzy skorzystaliby z systemu, byliby co roku weryfikowani, czy nadal spełniają kryteria przyznania pomocy. Dziś w zakresie mieszkań komunalnych takiej kontroli nie ma: osoba, której przyznano mieszkanie od miasta, może wygrać w totolotka i dalej mieszkać w zasobie komunalnym. Mało tego: jeśli ktoś dostanie bon i będzie postępować nieuczciwie, np. przekaże swój bon komuś innemu, by podnajął lokal, miasto nie będzie musiało już występować wobec takiej osoby do sądu z pozwem o eksmisję. Po prostu przerwie wydawanie bonów, omijając długie i kosztowne procedury. To proste rozwiązanie.

Bony zwolniłyby również dzielnicę z konieczności angażowania pieniędzy w remonty mieszkań?

W przyszłości na pewno by te wydatki ograniczyły. Kalkulacje są bowiem jednoznaczne: często za mieszkanie komunalne po generalnym remoncie budynków płacimy więcej, niż gdybyśmy kupili nowe na wolnym rynku. Tam, gdzie przyznane zostaną bony, nie będzie konieczności remontu mieszkań na koszt podatników. Proszę zauważyć jeszcze jeden zysk ekonomiczny: bonami likwidujemy szarą strefę w wynajmie mieszkań. Właściciele prywatnych mieszkań realizowaliby bowiem bony w kasie miejskiej i musieliby zacząć odprowadzać podatek od najmu. Dziś ponad 70 proc. tego nie robi.

A co z obecnymi mieszkaniami komunalnymi?

Stare mieszkania komunalne, a więc te wzniesione przed 1995 r., moglibyśmy pozwolić wykupić dotychczasowym lokatorom – na co czekają tysiące warszawiaków. Jednocześnie byłyby to duże wpływy do budżetu miasta.

Wykupić na rynkowych zasadach?

Moja propozycja jest taka, by ci, którzy mieszkają już ponad 20 lat, mogli liczyć na wykup z dużą bonifikatą. Taka zniżka mogłaby być proporcjonalna do liczby lat, przez które zamieszkują lokale.

Wygląda na to, że chce pan stworzyć program konkurencyjny do programu prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, która zapowiedziała powstanie tysięcy nowych mieszkań.

Moim zdaniem zapowiadany przez miasto program #Warszawa2030 będzie programem bardzo drogim. Do wartości inwestycji dodać należy bowiem wartość gruntów. Moje rozwiązanie jest dużo tańsze i elastyczne. Ale chyba najlepiej, aby oba programy się uzupełniały.

Co jednak, gdy miasto nie wyrazi zgody na ten pilotaż?

Wtedy może warto będzie poddać go ocenie wyborców podczas przyszłych wyborów samorządowych. ⒸⓅ