W marcu 2017 r. Najwyższa Izba Kontroli zaprezentowała zatrważający raport dotyczący rynku forex. Wynika z niego, że Polacy tracą na ryzykownych inwestycjach dokonywanych przez internet majątek. Kontrolerzy jako jedyny właściwie działający organ wskazali Komisję Nadzoru Finansowego. Ta zaś nabrała wiatru w żagle i przygotowała projekt nowelizacji ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym. Ma on być ciosem w nieuczciwych przedsiębiorców zajmujących się foreksem, ale organ nadzoru nie ukrywa, że chce stworzyć regulację uniwersalną, która pomoże w walce z ogółem łamiących prawo podmiotów. Projekt jest właśnie analizowany w Ministerstwie Finansów. Eksperci proponowane regulacje uważają za skrajnie restrykcyjne i mogące doprowadzić do likwidacji wielu uczciwych firm.

Ryzykowne inwestycje na cenzurowanym

Ryzykowne inwestycje na cenzurowanym

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Zdecydowana krytyka

Kluczowe zmiany mają dotyczyć listy ostrzeżeń publicznych i konsekwencji wynikających ze znajdowania się na niej. Obecnie zgodnie z art. 6b ust. 1 ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 174 ze zm.) KNF podaje do publicznej wiadomości informacje o złożonych przez siebie zawiadomieniach o podejrzeniu popełnienia przestępstwa znajdującego się w obrębie zainteresowań komisji. Artykuł 6b ust. 6 pozwala urzędnikom na informowanie także o postępowaniach karnych prowadzonych z urzędu lub w wyniku zawiadomienia złożonego przez podmiot inny niż KNF, w przypadku których przewodniczący KNF skorzystał z uprawnienia pokrzywdzonego.

Urzędnicy uważają jednak, że to nie wystarcza. Chcą, by KNF mogła zamieszczać na liście ostrzeżeń nazwy domen internetowych podmiotów także w przypadku, gdy nie złożono zawiadomienia do prokuratury. Po co? Otóż projektodawca chce zobowiązać przedsiębiorców telekomunikacyjnych do uniemożliwienia dostępu do stron internetowych wykorzystujących nazwy domen wpisanych do rejestru. Mówiąc prościej: jeśli nowelizacja stałaby się obowiązującym prawem, KNF mogłaby w praktyce władczo zablokować dostęp do strony internetowej przedsiębiorcy, który w jej ocenie oszukuje konsumentów na rynku usług finansowych.

– To kuriozalna, bardzo zła propozycja. Wręcz fatalna – twierdzi Dorota Wolicka, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. I zwraca uwagę, że oczywiście cel, który przyświeca komisji w postaci walki z nieuczciwymi podmiotami na rynku forex, zasługuje na aprobatę, ale sposób realizacji daleko wykracza poza konstytucyjne standardy.

– Po pierwsze, nie rozumiem, dlaczego KNF z jednej strony mówi o nieprawidłowościach związanych z foreksem, a z drugiej chce zyskać nowe uprawnienia wobec wszystkich przedsiębiorców. Po drugie, podejście urzędników do zablokowania strony internetowej przedsiębiorcy sprawia wrażenie lekkomyślnego. W ten sposób można unicestwić funkcjonowanie nawet dużego biznesu, a co dopiero niewielkiego – twierdzi Wolicka.

Kolejny zły krok

Komisja uważa jednak, że o naruszeniu niczyich praw nie może być mowy. Od uchwały KNF przysługiwać będzie sprzeciw. Wówczas komisja wyda decyzję administracyjną. Od niej zaś przysługiwać będzie skarga do wojewódzkiego sądu administracyjnego.

– Co oznacza, że jeśli dobrze pójdzie i okaże się, że urzędnicy nie mieli racji, przedsiębiorca będzie miał zablokowaną stronę tylko przez 2–3 lata – kpi Dorota Wolicka.

Zastrzeżenia formułuje także Fundacja Panoptykon, która opublikowała projekt na swojej stronie internetowej. W komentarzu do niego wskazuje, że mechanizm blokowania stron internetowych jest nieskuteczny w ograniczaniu dostępu do nielegalnych treści, gdyż chcący obejść blokadę i tak to bez trudu uczynią. A jednocześnie taka regulacja pociąga za sobą poważne ryzyko związane z naruszeniem poufności korespondencji, zbieraniem dodatkowych danych o internautach i wreszcie nadmiernym obciążeniem przedsiębiorców: zarówno tych, których strony zostaną zablokowane, jak i tych, którzy będą – pod groźbą ćwierćmilionowej kary – zobowiązani do blokowania.

Ministerstwo Finansów na razie nie chce składać deklaracji, czy poprze propozycję KNF. Od jednego z urzędników słyszymy, że pewne korekty będą potrzebne, ale kluczowe rozwiązania sprawiają wrażenie słusznych. Najważniejsza bowiem musi być ochrona konsumentów na coraz bardziej krwiożerczym rynku usług finansowych.

Mechanizm blokowania stron nie powinien zresztą budzić zastrzeżeń MF, gdyż w obowiązującej od 1 kwietnia nowelizacji ustawy o grach hazardowych (Dz.U. z 2017 r. poz. 88) wprowadzono mechanizm blokowania witryn pozwalających na urządzanie gier hazardowych.

– Nie minęło pół roku od przyjęcia w Polsce pierwszej ustawy, która przewiduje blokowanie stron internetowych, a już mamy kolejny projekt. To efekt, przed którym wielokrotnie ostrzegaliśmy, krytykując podobne pomysły w przeszłości. Przekroczenie Rubikonu, jakim było dopuszczenie politycznej ingerencji w infrastrukturę komunikacyjną internetu, powoduje, że każdy kolejny krok będzie, niestety, mniej szokujący dla społeczeństwa i łatwiejszy dla władzy – przestrzega Wojciech Klicki z Panoptykonu.