Większości obserwatorów ten Nobel bardzo się spodobał. Wreszcie coś dla ludzi! Wreszcie coś z życia wzięte! – dowodzili. Faktycznie prace Alvina E. Rotha są aż do bólu praktyczne. Pokazują przecież choćby to, jak w efektywny sposób połączyć 20 tys. amerykańskich lekarzy z 4 tys. ofert staży w zawodzie medyka. W jaki sposób zaprojektować szybki, sprawny i odporny na korupcję (a nawet gorsze patologie) rynek przeszczepów nerek. Jak przyporządkować dzieci do szkół publicznych. Albo jak sprawić, by ziarna kawy zbierane w dalekiej Etiopii pochodziły tylko z najbardziej dojrzałych (czerwonych) owoców kawowca, a nie z niedojrzałych zielonych. I tak dalej.

W książce „Matchmaking” Roth podsumowuje obfite doświadczenia z wieloletniej pracy ekonomicznej swatki. Jego specjalnością są te wszystkie obszary i transakcje, które wymykają się prostej logice zysku. Na rynkach analizowanych przez Rotha pieniądze nie grają wielkiej roli. Czasem nie ma ich tam w ogóle, jak choćby w ściśle regulowanym obrocie ludzkimi organami. Roth pokazuje, jak uzyskać konieczną do dobrego funkcjonowania rynku gęstość (to wystarczająco duża liczba jego uczestników). Pisze, jak unikać zatorów, czyli sytuacji, w której opcji jest tak wiele, że uczestnikowi trudno podjąć jakąkolwiek decyzję, więc rynek w zasadzie przestaje spełniać swoją funkcję. Czasem wyzwaniem dla Rotha jest również to, w jaki sposób wpłynąć na uczestników rynku, aby zmniejszyć nieco ich chęć do oszukania systemu. Prawidłowo funkcjonujący rynek – przypomina Roth – to taki, na którym „chce się być”. Jego przeciwieństwem jest zaś sytuacja, w której większość uczestników narzeka na brak jasnych reguł i ustawienie rynku „pod kogoś potężnego”.

Ale żeby docenić prawdziwą wartość książki „Matchmaking”, trzeba się jednak oderwać od tej praktyki oraz od całego amerykańskiego kontekstu handlu nerkami i kojarzenia lekarzy ze stażami. Bo dopiero tutaj – jak mi się wydaje – leży prawdziwa pożyteczność pracy noblisty. Nie chodzi bowiem o to, by kopiować podane przez niego przykłady i zaprojektowane mechanizmy, lecz by otworzyć się na pewną fundamentalną i nęcącą myśl. „Większość rynków – pisze Roth – zasadniczo działa w przestrzeni pomiędzy niewidzialną ręką Adama Smitha a pięcioletnimi planami przewodniczącego Mao. Zwykłe bijatyki zyskały miano boksu, gdy John Douglas, dziewiąty markiz Queensberry, opracował przepisy noszące dziś jego nazwisko. Regulamin ten czyni sport wystarczająco bezpiecznym, aby przyciągnąć zawodników, jednocześnie nie determinując całkiem wyniku walki”. Bo każdy rynek potrzebuje odrobiny swatania. Sam sobie nie poradzi. Taka jest rzeczywistość późnego kapitalizmu i drugiej dekady XXI w.