statystyki

Konsumencie, czego ty chcesz. Czy nasze potrzeby kreują spece od marketingu?

autor: Sebastian Stodolak25.03.2017, 19:30
Przeciętny Amerykanin styka się rocznie z ponad 40 tys. marek (przeciętny Polak podobnie), a już półtoraroczne brzdące rozpoznają logo tych najsilniejszych.

Przeciętny Amerykanin styka się rocznie z ponad 40 tys. marek (przeciętny Polak podobnie), a już półtoraroczne brzdące rozpoznają logo tych najsilniejszych.źródło: ShutterStock

Czy nasze potrzeby są wykreowane przez speców od marketingu? Możliwe. Ale gdyby nie sztuczne potrzeby, wciąż byśmy żyli w jaskiniach.

Reklama


Zastanawia mnie, skąd biorą się błogie uśmiechy na twarzach klientów pewnej popularnej sieci kawiarni, gdy spokojnie sączą caffe latte. Wszak mleko w tej kawie pochodzi od krów karmionych paszami GMO, a genetycznie modyfikowanej żywności Polacy alergicznie wręcz nie znoszą. Z badań CBOS wynika, że 71 proc. z nas obawia się, że żywność taka może zdominować rynek, a 65 proc. popiera zakaz jej uprawy na terenie kraju. Wydaje się, że w Polsce GMO jest do tego stopnia niemile widziane, że nie ma u nas żadnej przyszłości. Tymczasem od lat na nasz rynek importowane jest nie tylko mleko, lecz także cała masa innego rodzaju artykułów GMO. Co więcej, nie jest to wiedza tajemna, bo odpowiednie informacje można znaleźć na etykietach.

To niejedyny przykład rozziewu między tym, co jako konsumenci deklarujemy, a tym, co robimy. Narzekamy na hipermarkety i galerie handlowe, że manipulują nami tak, byśmy kupowali więcej, a jednak to w nich, a nie w lokalnych sklepikach robimy zakupy. Nie podoba nam się obcy kapitał, a jednak sieć Lidl ma się u nas dobrze. Przeklinamy prezydenta Władimira Putina, ale tankujemy na Orlenie, który dużą część ropy sprowadza z Rosji. Uważamy, że tania żywność nie może być dobra, a jednak to właśnie niska cena jest dla nas ostatecznym argumentem przy jej zakupie.

Czy my, konsumenci, w ogóle wiemy, czego chcemy?

Tęsknota za dzikością

Gdybym był socjologiem, który nad łóżkiem wiesza portret Zygmunta Baumana, odpowiedziałbym, że nie. Że wydaje nam się, że wiemy, a tak naprawdę potrzeby, które odczuwamy, są sztuczne, narzucone, nie wynikają z naszej istoty. Żyjemy w McŚwiecie, by użyć określenia amerykańskiego myśliciela Benjamina Barbera, a McŚwiat to „zbiorowisko zdziecinniałych, ogarniętych manią zakupów konsumentów”, a nie społeczeństwo obywateli. Konsumenci koncentrują się na cielesnym i materialnym zaspokojeniu pragnień. Tworzą bezwolną masę będącą substratem kapitalistycznych reakcji, których produktem jest zysk, przy czym przedsiębiorcy z pomocą zaawansowanych technik marketingowych są w stanie tę masę coraz efektywniej kształtować. Rozwija się proces zwany makdonaldyzacją gospodarki. Tworzy ona pozory wolności czy indywidualizmu, a opiera się na przewidywalności, dyscyplinie i unifikacji.

„Ludzie pracują godzinami, poświęcając życie na powielanie bezwartościowego chłamu” – mówił w jednym z wywiadów twórca teorii makdonaldyzacji George Ritzer. Z krytykujących konsumpcjonizm socjologicznych poematów (poematów, bo więcej w nich poetyckich metafor niż nauki) przemawia tęsknota za tym, co naturalne, i odraza do tego, co sztuczne. Kapitalizm z tej perspektywy wydaje się fatalnym systemem – to, co wytworzone, jest jego istotą. Jest on więc całkowicie nienaturalny.

Tęsknota za tym, co naturalne, to w myśli nowożytnej nic nowego. Zaszczepił ją Jean Jacques Rousseau, jedna z filozoficznych gwiazd Oświecenia – tak, to ten, co ukochał ludzkość tak mocno, że aż piątkę własnych dzieci oddał do przytułku. Rousseau tęsknił za naturalnym porządkiem czasów, gdy nie istniała własność prywatna, źródło wszelkiego zła. „Dobry dzikus”, który wówczas zamieszkiwał Ziemię, był szczęśliwy, bo nie odczuwał zawiści, wstydu i pragnień ponad miarę. Nikt mu niczego nie narzucał. Z tej perspektywy cywilizacja – rynek, kultura, nauka – nie jest błogosławieństwem, a przekleństwem. Oddala nas od naturalnego stanu.

Myśl Rousseau miała olbrzymi wpływ na tradycje socjalistyczne czy – szerzej – antyrynkowe, a tęsknota za tym, co naturalne, towarzyszy człowiekowi do dzisiaj.

Czy słusznie? Czy sztuczne jest naprawdę naszym wrogiem? Czy wyrzeklibyśmy się Sokratesa, Szekspira, odkryć Kopernika dla błogiego życia plemiennego, w którym wszystko należy do wszystkich? Wolelibyśmy biegać w przepaskach biodrowych po puszczy bardziej niż przechadzać się w garniturze i lśniących lakierkach ulicami miast? Zamiast pysznej zielonej herbaty i pachnącej kawy wolelibyśmy całe życie pić wodę ze strumienia?


Pozostało jeszcze 78% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Polecane

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Polecane

Reklama