Na 31 giełd, w zestawieniu indeksów - licząc od najmniejszego do największego spadku, warszawska Giełda Papierów Wartościowych (GPW) zajmuje 10 miejsce. WIG20, obejmujący największe i najbardziej płynne spółki, stracił w tym czasie ponad 48 proc. Wyprzedza ją tylko jeden kraj rozwijający się z Europy Środkowej i Wschodniej - Słowacja, gdzie główny indeks giełdy stracił w ciągu roku jedynie 19,4 proc. To także najlepszy wynik w Europie. Drugie miejsce zajął londyński indeks FTSE 100, który stracił 33,12 proc. Słowacka giełda jest jednak jedną z najmniejszych i mało liczących się w Europie. Od początku roku obroty na tym rynku wyniosły zaledwie kilkanaście milionów euro, podczas gdy na przykład w pobliskiej Pradze przekroczyły 30 mld. Ostatnie miejsce zajęła za to giełda islandzka, której indeks ICEXI15, po tegorocznym załamaniu krajowego systemu finansowego, stracił ponad 94 proc.

Poza Polską i Słowacją straty indeksów giełd w rozwijających się krajach europejskich przekroczyły zdecydowanie granicę 60-70 proc., a większość z nich znalazła się w grupie 10, które spadły najmocniej. Również na innych kontynentach indeksy rynków rozwijających się traciły bardziej niż rynków dojrzałych. W sytuacjach kryzysowych dochodzi tam do większej wyprzedaży akcji z powodu zwiększonego ryzyka, jakie niosą inwestycje w takich rejonach.

- Często nie ma to wiele wspólnego z oczekiwaniami związanymi z gospodarką tych krajów, ale z niechęcią do podejmowania ryzyka - mówi Tomasz Kaczmarek, doradca inwestycyjny w DM BZ WBK.

Dodaje, że silniejszego odbicia indeksów krajów rozwijających się można spodziewać się dopiero, kiedy poprawią się oczekiwania co do sytuacji gospodarczej na świecie, przede wszystkim w USA. Dopiero wtedy spadnie awersja do ryzyka i niechęć do inwestowania w rynki rozwijające się.

- Sygnał do trwałej poprawy notowań dadzą dojrzałe rynki akcji - potwierdza Marek Przytuła z Millennium DM.

W krajach Europy Środkowej i Wschodniej czynnikiem hamującym wzrosty może być jednak sytuacja w Rosji, gdzie gospodarka jest uzależniona od cen na rynku surowców energetycznych. Od połowy roku w rosyjskie giełdy uderza m.in. gwałtowna zniżka cen ropy. Wycofanie kapitału spekulacyjnego z rynku ropy, a potem ogólnoświatowy spadek popytu na paliwa w ciągu kilku miesięcy sprowadziły cenę baryłki ze 147 dolarów do poniżej 40. To doprowadziło do ucieczki inwestorów zagranicznych z Rosji, którzy wycofywali jednocześnie kapitał z innych rynków tej części Europy.

- Nie widzę powodów, aby pieniądze miały zacząć z powrotem napływać do Rosji. Jeśli nastroje na giełdach się poprawią, rynki wschodzące w Europie powinny zachowywać się lepiej niż rosyjski, ale postrzeganie regionu z powodu Rosji może ciążyć na indeksach - mówi Błażej Bogdziewicz, zarządzający funduszami Arka.