opinia

W dalszym ciągu nie jest jasne, jaką politykę inwestycyjną będą mogły prowadzić fundusze powstałe z przekształcenia OFE. Na początku będą miały w portfelach niemal tylko i wyłącznie akcje. Wiadomo, że taka struktura portfela w przypadku produktów emerytalnych, w których co do zasady chodzi o bezpieczeństwo i  regularność zysków, jest nie do utrzymania. Fundusze zapewne będą więc redukować udział akcji w portfelu. Tempo, w jakim będą mogły to robić, to jeden z ważnych parametrów zmian w systemie. Jeśli będą mogły zrobić to szybko, to doprowadzą do spadku kursów na GPW, co dla przyszłych emerytów korzystne nie będzie. Inną kwestią jest to, jak dużą swobodę w dysponowaniu pieniędzmi będą mieli sami ubezpieczeni. Zgodnie z założeniami aktywa przeniesione z OFE do funduszy inwestycyjnych mają stać się prywatną własnością ubezpieczonych. Ale to nie znaczy, że od razu będziemy mogli zdecydować, jak mają być zainwestowane, bo znów groziłoby to wyprzedażą na GPW.

Im mniej czasu na podjęcie decyzji, tym więcej dylematów wydają się mieć politycy. Nawet dotyczących kwestii zasadniczych związanych ze „sprywatyzowaniem” 75 proc. aktywów OFE. Te 115 mld zł mogłoby się okazać potężnym buforem bezpieczeństwa, gdyby okazało się, że gospodarka zwalnia, a deficyt finansów publicznych i  dług zaczynają narastać. Poprzedni rząd bez wahania sięgnął po pieniądze z OFE, ratując się przed przekroczeniem przez dług publiczny progów ostrożnościowych zapisanych w konstytucji. Resort rodziny w zeszłorocznym przeglądzie systemu emerytalnego już zasugerował, żeby cały kapitał zgromadzony w OFE przesunąć do Funduszu Rezerwy Demograficznej. Rząd wprawdzie rekomendował, by Fundusz przejął jedynie 25 proc. aktywów funduszy (tych zainwestowanych w obligacje i akcje spółek notowanych na zagranicznych giełdach), ale ostateczną decyzję podejmą posłowie. Czy bez wahania pozbawią się kontroli nad aktywami, które mogłyby zapewnić finansowanie programu „Rodzina 500 plus” przez pięć lat?

Wątpliwości decydentów może też wzmagać coraz silniejsza hossa na GPW. Kursy akcji rosną, indeksy są na najwyższych poziomach od niemal dekady. Rośnie liczba spółek, które zamierzają zadebiutować na giełdzie. Rynek kapitałowy znów zaczyna być miejscem, gdzie przedsiębiorcy mogą znaleźć finansowanie na realizację biznesowych przedsięwzięć. A jednym z celów zmian w  systemie emerytalnym – obok zapewnienia ubezpieczonym wyższych świadczeń po zakończeniu zawodowej aktywności – było wsparcie rynku kapitałowego. Skoro giełda radzi sobie tak dobrze bez wspomagania, to politycy mogą uznać, że nie potrzebuje żadnego wsparcia systemowego? Nie od dziś wiadomo, że polityków do refom najsilniej motywuje kryzys. Dobrze widać to na przykładzie górnictwa. Kiedy ceny węgla dołowały, a na skraju bankructwa znalazła się niemal cała branża, okazało się, że nawet w państwowych firmach można redukować zatrudnienie i zamykać kopalnie. Wprawdzie eksperci podkreślali, że proponowana restrukturyzacja branży jest zbyt skromna, żeby państwowe górnictwo było trwale rentowne i konkurencyjne względem zagranicznych rywali, ale kierunek był dobry. Wystarczyło tylko, że cena węgla na światowych rynkach podwoiła się w ciągu roku, a reformatorski zapał minął. Zamiast tego targujemy się z Komisją Europejską o liczbę kopalń, które musimy zamknąć. Rynek kapitałowy też jeszcze rok temu wydawał się ledwo żywy. Teraz można odnieść wrażenie, że jest w dużo lepszym stanie. Doświadczenie podpowiada, że w takich sytuacjach motywacja polityków do reform spada.