"Przeciętne gospodarstwo domowe zużywa rocznie do 3 tys. kilowatogodzin energii, płacąc w ciągu roku rachunki na ok. 1100 zł, z czego 500-600 zł to koszt energii. Nawet przy wzroście jej ceny o ok. 30 proc., łączny koszt nie powinien być wyższy niż ok. 150 zł rocznie" - powiedział we wtorek dziennikarzom prezes.

Zaznaczył, że taka symulacja będzie realna wówczas, gdy prezes Urzędu Regulacji Energetyki (URE) zatwierdzi taryfy dla klientów indywidualnych na przyszły rok. Energetycy są przeciwni próbom sztucznego - jak mówią - zablokowania wzrostu cen, wynikającego ze wzrostu kosztów wytwarzania energii.

W grudniowym komunikacie prezes URE uznał m.in., że nie mają uzasadnienia wnioski firm energetycznych, by cenę energii elektrycznej w 2009 r. podnieść do kwoty powyżej 165 zł za megawatogodzinę (185 zł z akcyzą). Prezes URE zasugerował firmom energetycznym renegocjowanie umów, zawartych już po wyższych cenach.

"Jesteśmy gotowi do renegocjowania umów, ale nie będzie to możliwe bez renegocjowania także cen węgla, który stanowi podstawowy koszt w produkcji energii" - powiedział prezes.

Przypomniał, że w nowych umowach ze spółkami węglowymi ceny węgla dla energetyki rosną realnie od początku przyszłego roku o 48 proc. - z ponad 7 zł do 11-11,50 zł za każdego gigadżula energii z węgla. Energetycy zaznaczają, że wzrost cen węgla to najważniejszy, choć nie jedyny, czynnik, decydujący o wzroście cen prądu w przyszłym roku.

W sumie w przyszłym roku elektrownie grupy Tauron zapłacą za węgiel łącznie o ok. 800 mln zł więcej niż w roku 2008; w całej energetyce to dodatkowy koszt rzędu 3,5-4 mld zł. Lubera podkreślił, że nawet po wzrośnie cen węgla i tak polski węgiel dla energetyki jest tańszy niż ceny, wynikające z tzw. parytetu importowego, czyli ceny, za jaką można sprowadzić węgiel do elektrowni z zagranicy.