W ostatni piątek wygasła jedna z serii kontraktów na indeks WIG20. Prawdopodobnie wygaśnie również dyskusja wokół wielkiego nieznajomego z zagranicznej instytucji, który posiadał jeszcze kilka dni wcześniej blisko 40 tys. otwartych pozycji na tym rynku. Jeśli nie zostaną podjęte konkretne działania, możemy się spodziewać, że za trzy miesiące (przy kolejnym wygasaniu kontraktów) istnienie skoncentrowanej pozycji może pojawić się jak bajka o żelaznym wilku.

Przy okazji wyszła na jaw oczywista rzecz - rynki się zmieniają. W związku z tą ewolucją należy podejmować działania wokół organizacji rynków, które wyeliminują lub zmniejszą działania niepożądane. Podczas ostatnich tygodni okazało się, że nie jest zbyt pożądane, gdy jeden z uczestników rynku posiada zbyt dużą pozycję na rynku pochodnych. Tę sytuację rozwiązały różnego rodzaju giełdy, na których notowane są kontrakty terminowe i opcje, i wprowadziły limity pozycji. Aktualny limit pozycji na najbardziej znanym i największym kontrakcie na indeks to 20 tys. kontraktów (łącznie na wszystkich możliwych seriach) po stronie długiej lub krótkiej. Podobne ograniczenie dotyczy opcji. Ta wartość to ok. 20 proc. obrotu tymi kontraktami w piątek 18 grudnia i ok. 3 proc. łącznej liczby wartości otwartych pozycji.

Należałoby się zastanowić, jaka wartość byłaby u nas odpowiednia. I niewykluczone, że zamiast wyznaczać ją kwotowo, należałoby wyznaczać procentowo w stosunku np. do poziomu otwartych pozycji na koniec kwartału.

Na zachodnich giełdach możliwe jest również zwolnienie z tych limitów, jeśli pozycja służy jako zabezpieczenie. To kolejna poważna rzecz do rozważenia. W jaki sposób ubiegający się o takie zwolnienie podmiot miałby udowodnić, że to jest zabezpieczenie.

Zamiast podawać jednorazowo, tak jak zrobiła KNF, informację o tym, że zachodnia instytucja posiada znaczącą pozycję, należałoby wdrożyć zasady regularnego podawania takich informacji, np. raz na tydzień. Wystarczyłoby podawać tylko, ile podmiotów posiada np. ponad 10 proc. pozycji po długiej lub krótkiej stronie. Informacja dla innych uczestników rynku pozwalałaby ocenić samemu ryzyko działania. Nie trzeba by wówczas sztucznie zawężać widełek w ciągu pojedynczych sesji.