Głosowanie poprzedziła debata. Zwolennicy przekonywali, że Kompleksowa Umowa Gospodarczo-Handlowa (CETA) Unii Europejskiej z Kanadą może być „złotym wzorcem” dla porozumień tego typu na świecie. – Globalizacja w handlu bez uczciwej konkurencji nie przyniesie dobrych skutków – zapewniała holenderska liberalna eurodeputowana Marietje Schaake. – Czy chcemy protekcjonalizmu i murów, czy otwarcia i dobrobytu dla obywateli? – pytał retorycznie Łotysz Artis Pabriks z Europejskiej Partii Ludowej.

Unijna komisarz do spraw handlu, Szwedka Cecilia Malmström, przekonywała, że CETA to postępowa umowa, zawarta przez postępowych partnerów. – Żaden jej zapis nie pomniejsza praw pracowniczych, nie zagrozi sektorowi usług publicznych, nie zniesie standardów i nie zmieni prerogatyw w ustawodawstwie europejskim – zapewniała. Malmström stwierdziła, że to sam europarlament był zainteresowany reformą sądów arbitrażowych, do której umowa doprowadzi w relacjach z Ottawą. – Globalny handel wyciągnął miliony ludzi z ubóstwa – dodawała. Podczas debaty zarówno Anna Fotyga z PiS, jak i Adam Szejnfeld czy Jarosław Wałęsa z PO jednym głosem przekonywali o potrzebie przyjęcia umowy.

Przeciwnicy porozumienia zwracali uwagę na jego niedemokratyczne aspekty, zwłaszcza arbitraż, który ich zdaniem może naruszać suwerenność państw członkowskich. Tiziana Beghin z włoskiego Ruchu Pięciu Gwiazd przekonywała, że CETA jest ukrytą reformą instytucjonalną, a za jej przyczyną zniknąć może 200 tys. miejsc pracy, a wynagrodzenia zostaną zmniejszone. – To zamach na nasze standardy – stwierdziła europosłanka. Krytycy układu zwracali uwagę, że uprzywilejowane traktowanie handlu w zapisach umowy kładzie na szali standardy socjalne, żywnościowe i środowiskowe.

– Oddajemy się w ręce koncernów. Nie rozumiem, dlaczego liberałowie pozwalają na podkopywanie państwa prawa – mówił przedstawiciel europejskich Zielonych Yannick Jadot z Francji. I przekonywał, że to zwolennicy umowy są pożywką dla skrajnej prawicy. – Jeśli nie chcemy rozpadu UE i nadejścia Trumpów, to Europa powinna być filarem regulacji, a nie deregulacji – argumentował Jadot.

Argumenty przeciwko umowie bardzo często dotyczyły też zagrożeń dla rolnictwa unijnego. – Zaleje nas zła żywność z Kanady – ostrzegał niedawno na antenie RMF FM lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. CETA zniesie prawie 98 proc. ceł we wzajemnym handlu oraz większość barier pozataryfowych i zliberalizuje handel usługami między UE i Kanadą. Umowa wymaga jeszcze ratyfikacji przez kraje członkowskie Unii. Część handlowa będzie wdrożona natychmiast w ramach tzw. stosowania tymczasowego (nie obejmie ono części inwestycyjnej). Umowa budzi ogromne kontrowersje. Gdy w Parlamencie Europejskim trwała debata, przed budynkiem odbywał się protest przeciwników porozumienia.

OPINIA

Rolnikom będzie trudno konkurować z Kanadą

Mimo konkurencji polskie rolnictwo weszło na rynek kanadyjski m.in. z serami i jabłkami. CETA nie jest nam potrzebna, nie wpłynie na większe otwarcie rynku kanadyjskiego, a może spowodować, że na mocy porozumień Kanady z USA otworzy rynek Unii na produkcję ze Stanów. Porównywanie obecnej sytuacji z wchodzeniem Polski do UE jest bez sensu: Polska miała wtedy niższe ceny na żywność niż Europa z 500 mln mieszkańców, a standardy jakościowe takie same.

Zasadnicza różnica między kanadyjskimi a unijnymi gospodarstwami dotyczy skali. Nasze, w dużej mierze rodzinne, będą konkurować z przedsiębiorstwami, które podchodzą do rolnictwa przemysłowo. Jeśli dodamy do tego znaczące dotacje po stronie kanadyjskiej, a także niższe niż w Europie standardy i normy jakościowe oraz cenę energii, to nie należy oczekiwać, że będzie łatwo wygrać z konkurencją. Kanada ma ogromną nadwyżkę produkcji rolnej, więc oczywiste, że szuka nowych rynków.

Żyjemy w podobnej strefie klimatycznej, więc nasza oferta jest dość podobna do tego, co znajduje się na rynku kanadyjskim. Francja może konkurować winami, my nadal będziemy eksportować sery twarde, może też jabłka, jeśli nie okaże się, że kanadyjskie i chińskie są tańsze. Obaw jest więcej. Obecnie nasza borówka jest jedną z lepszych w Europie. Czy utrzymamy swoją pozycję po otwarciu rynku kanadyjskiego? Trudno powiedzieć. Dopiero w praktyce okaże się, jak będzie wyglądać import drobiu z Kanady. Dopóki konieczne jest przestrzeganie standardów UE, rynek jest bezpieczny, ale jeśli Kanadyjczycy część produkcji dostosują do standardów europejskich, to będzie to zagrożenie dla naszych ferm drobiarskich.