statystyki

Powrót reaganomiki: Ronald Reagan byłby dumny z Trumpa. Czy będą Amerykanie?

autor: Sebastian Stodolak21.01.2017, 17:00
USA

Rząd nie jest rozwiązaniem naszych problemów. To rząd jest problemem”. Albo: „Zadaniem rządu jest chronić obywateli, a nie dyktować im, jak mają żyć”. Kto jest autorem tych bon motów? Ronald Reagan, prezydent USA w latach 1981–89, rzecz jasna.źródło: ShutterStock

W gospodarce szykuje się powtórka z rozrywki. Donald Trump przyniesie Ameryce i światu protekcjonizm ubrany w szaty wolnorynkowej retoryki. To znaczy, że jego republikański poprzednik Ronald Reagan byłby z niego dumny.

Reklama


Rząd nie jest rozwiązaniem naszych problemów. To rząd jest problemem”. Albo: „Zadaniem rządu jest chronić obywateli, a nie dyktować im, jak mają żyć”. Kto jest autorem tych bon motów? Ronald Reagan, prezydent USA w latach 1981–89, rzecz jasna.

Donald Trump o Reaganie wyraża się w samych superlatywach. Mówi, że był on „jednym z największych prezydentów w historii USA: miał wygląd, klasę i intelekt”. Czy to oznacza, że podziela także poglądy gospodarcze Reagana? Wielu w to wątpi, odkąd ujawnił pierwsze ekonomiczne nominacje do swojego gabinetu. Otoczył się ludźmi, którzy z reaganomiką, jak popularnie określa się praktyczne podejście Reagana do gospodarki, nie mają wiele wspólnego. Przynajmniej tak się wszystkim wydaje. Błędnie. Bo prawdziwe oblicze reaganomiki odległe jest od mitu, w który obrosła (nie była wcale ortodoksyjnie wolnorynkowa!), a gabinet Trumpa jest świetnie predysponowany do tego, by zafundować nam do niej powrót.

Ronald protekcjonista

Nadaje się do tego zwłaszcza Peter Navarro, nowy szef Krajowej Rady Handlu. Ten ekonomista Uniwersytetu Kalifornijskiego (Irvine) to zwolennik protekcjonizmu, który – jego zdaniem – jest użytecznym narzędziem do osiągania zrównoważonej wymiany w handlu międzynarodowym. Największy wróg Navarro: deficyt handlowy.

To stanowisko znakomicie wpisuje się w retorykę, która towarzyszyła Trumpowi w czasie kampanii.

Gdy Trump zapewniał w kampanii wyborczej, że będzie walczyć z deficytem, tak naprawdę znaczyło to, że będzie chciał przywołać do porządku Chiny. Bo to właśnie w handlu z Chinami USA notują potężny deficyt – nawet 350 mld dol. Navarro – autor książki pod wymownym tytułem „Death by China” („Uśmierceni przez Chiny”) – ma zaprojektować politykę, która w końcu przywróci handlową równowagę. Jego zdaniem przewaga Chin nie jest wynikiem naturalnej konkurencji, a subsydiowania przez Pekin eksportu poprzez zaniżanie wartości juana (jest powiązany z dolarem) oraz poprzez drenowanie Ameryki z jej firm i mózgów. Navarro przekonuje, że Chiny „przekupują” amerykańskie koncerny, by te produkowały na ich terenie, kosztem miejsc pracy w USA. W jaki sposób? Ot, choćby zaopatrując je w tanią siłę roboczą. Co może znaleźć się w ekonomicznym arsenale Navarro? Karne cła, oczywiście. W trakcie kampanii mówiło się o cłach na importowane z Chin dobra w wysokości nawet 45 proc.!

Ale co to ma wspólnego z reaganomiką? Czy faktycznie Reagan podpisałby się pod takimi rozwiązaniami? Bez wątpienia. Wystarczy przypomnieć, jak postępował w relacjach z Japonią, w której buty weszły w końcu właśnie Chiny. W latach 80. XX w. amerykańskie matki straszyły Japonią dzieci, gdy te nie były posłuszne: przyjdą Japończycy i zaleją nas towarami! Zwłaszcza samochodami tańszymi niż nasze. Fabryki upadną. Tata straci pracę. Pójdziemy z torbami!

Reagan „nie mógł” się temu tylko przypatrywać. Sheldon Richman, obecnie analityk think tanku Independent Institute, w artykule z 1988 r. „Polityka handlowa Reagana: retoryka a rzeczywistość” opisuje sposoby, na jakie prezydent aktor utrudniał życie Japończykom. Jak pisze, Reagan „zmusił Japonię, by zaakceptowała ograniczenia w eksporcie aut”, ustalając w latach 1981–1982 kwoty importowe na niższym o 8 proc. poziomie niż do tamtej pory. Nawiasem mówiąc, jak pokazały późniejsze badania, ten protekcjonistyczny ruch nie przełożył się na prosperity w USA. Przeciwnie – kosztował Amerykę utratę 32 tys. miejsc pracy. W wyniku mniejszej konkurencji amerykańskie koncerny motoryzacyjne podniosły ceny, ograniczyły produkcję, a w efekcie zatrudnienie. Do innych działań Reagana wymierzonych w Japonię należało choćby wprowadzenie ceł na import motocykli (by ratować Harleya-Davidsona) czy nałożenie w 1987 r. 100-proc. ceł na wybrane produkty elektroniczne.

Ale nie tylko Japonii się obrywało. Reagan wprowadzał restrykcje handlowe wymierzone także w inne państwa – tłumaczył, że robi to po to, by wymusić zmiany w polityce handlowej wobec USA. Jak skrupulatnie wylicza Richman, prezydent zredukował kwoty na importowany cukier, co uderzało w kraje Ameryki Łacińskiej; ograniczył import tekstyliów z Chin, Hongkongu, Tajwanu i Korei Południowej; wymusił na 18 krajach akceptację „dobrowolnych” redukcji eksportu stali do USA... A to tylko wybrane przykłady. „Administracja Reagana mówi, że eksportuje wolną przedsiębiorczość, a w rzeczywistości eksportuje interwencję gospodarczą – podsumowywał Richman.

Tego rodzaju podejście znów może odżyć. Zwolennikiem twardej polityki wobec partnerów handlowych, którzy nie otwierają się w wystarczającym stopniu przed amerykańskim biznesem, jest Wilbur Ross, mianowany przez Trumpa sekretarzem handlu.

Wielki rozrzutnik


Pozostało jeszcze 68% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama