Mija pierwszy rok wdrażania regionalnych programów operacyjnych. Pod koniec grudnia 2007 r. wystartowały w nich pierwsze konkursy o unijne środki. GP przygotowała - w oparciu o dane Ministerstwa Rozwoju Regionalnego - raport, pokazujący jak regiony poradziły sobie w mijającym roku z wydatkowaniem pieniędzy z Unii Europejskiej.

Wydano na razie 80 mln zł.

16 województw dostało z UE na lata 2007-2013 ponad 16 mld euro. Z tych pieniędzy regionom udało się wydać ponad 80 mln zł. To mało, ale w początkowym okresie wdrażania funduszy unijnych najważniejsze jest jak najszybsze podpisywanie umów z beneficjentami. Dlatego też to było podstawowe kryterium naszego zestawienia.

Grupa województw, które okazały się najlepsze we wdrażaniu funduszy unijnych, nie jest zaskoczeniem. Są to przede wszystkim regiony, które jako pierwsze rozpoczęły konkursy o unijne dotacje (Śląskie, Opolskie, Małopolskie). Jest to spowodowane tym, że proces przyznawania unijnych środków trwa co najmniej pół roku, licząc od momentu ogłoszenia konkursu. Dlatego też regiony, które wystartowały w drugiej połowie 2008 roku, są automatycznie na gorszej pozycji.

- To, że jako pierwsi uruchomiliśmy nasz regionalny program operacyjny, ma wpływ na naszą pierwszą lokatę. Do tego doszło szybkie podpisanie umów dla czterech dużych inwestycji kluczowych dla regionu - mówi Jerzy Solecki ze śląskiego urzędu marszałkowskiego.

Najsłabiej z wdrażaniem regionalnych programów operacyjnych radzą sobie województwo podkarpackie, zachodniopomorskie i warmińsko-mazurskie. Ich przedstawiciele tłumaczą, że to efekt niedostosowania polskiego prawa do unijnych dyrektyw w zakresie ocen oddziaływania na środowisko. Problemy z tym związane GP opisywała w połowie roku.

- Opóźnienie wdrażania regionalnego programu operacyjnego to nasze celowe działanie. Mogliśmy się ścigać w wydatkowaniu środków unijnych, ale kosztem bezpieczeństwa naszych beneficjentów - tłumaczy Robert Michalski z zachodniopomorskiego urzędu marszałkowskiego.

Według niego, region zdecydował się poczekać na wyjaśnienie sytuacji z prawem środowiskowym. Uruchomienie konkursów i podpisywanie umów mogło doprowadzić do sytuacji, w której beneficjenci łamaliby unijne prawo, co doprowadziłoby do odebrania im dotacji. Teraz, gdy weszła w życie ustawa, która naprawia sytuację, region ma zamiar przystąpić do masowego rozpisywania konkursów.

Inną drogę wybrało Podkarpackie. Jak tłumaczy Marta Matczyńska z podkarpackiego urzędu marszałkowskiego, region nie zdecydował się na zahamowanie wdrażania regionalnego programu operacyjnego.

- Konkursy były na bieżąco uruchamiane, a wnioski o dotacje oceniane. Teraz tylko muszą zostać podpisane umowy, co właśnie się dzieje - mówi dyrektor.

Zresztą w perspektywie kilku miesięcy region nie ma się o co martwić. Z danych MRR wynika, że pracuje nad ponad 260 wnioskami o unijne dotacje, na kwotę ponad 1,6 mld zł. To czwarty wynik w Polsce. Najlepsze jest Lubelskie z 776 wnioskami o wartości blisko 3,2 mld zł). Łącznie wszystkie regiony pracują nad 5,5 tys. projektów o łącznej wartości ponad 19 mld zł.

Najgorsze pod tym względem wyniki ma Zachodniopomorskie (tylko osiem projektów jest po ocenie formalnej), Łódzkie i Dolnośląskie. Jeśli te regiony nie przyśpieszą realizacji swoich RPO, to mogą mieć problemy w 2010 roku z wydaniem odpowiednich kwot. Grozi za to utrata części środków.

- Planujemy, że w przyszłym roku wydamy ok. 250 mln zł z naszego programu. Jeśli do tego doliczmy dwie unijne inicjatywy, do których region chce przystąpić, to ta kwota wzrośnie do 40 mln zł - mówi Robert Michalski.

Natomiast Podkarpackie planuje wykorzystać 0,5 mld zł.

W 2009 roku wdrażanie unijnych funduszy na Śląsku nabierze w przyszłym roku tempa. Z przyszłorocznego budżetu wynika, że region ma dostać 352 mln zł dotacji rozwojowych, czyli środków, które pójdą na unijne dotacje.

Z rządowych planów wynika, że za pośrednictwem regionalnych programów operacyjnych w przyszłym roku do beneficjentów ma trafić 6 mld zł.

OPINIA

EWA FEDOR

Konfederacja Pracodawców Polskich

Wdrażanie regionalnych programów operacyjnych idzie wolniej niż wdrażanie programów krajowych, za które odpowiada administracja rządowa. Regiony dopiero uczą się, jak zagospodarować środki z UE, a urzędy centralne bazują na kilkuletnim doświadczeniu. Z tego powodu urzędy marszałkowskie są o wiele bardziej restrykcyjne w podejściu do beneficjentów niż agencje rządowe czy ministerstwa. Nie mówię tylko o konkursach, ale także o zarządzaniu projektami. Wiąże się to z mniejszym zaufaniem do beneficjentów i do organizacji pozarządowych. Plan rządu, aby połowa unijnych pieniędzy, która ma zostać w przyszłym roku wydana, pochodziła z regionów, jest bardzo ryzykowny.